Reklama

Od lat słyszę, że „za bardzo wyręczam” swoje dzieci. Może tak to wygląda z boku, ale ja robię to świadomie. Patrzę na moje dzieci po szkole i widzę nie lenistwo, tylko zwykłe zmęczenie. Wstają wcześnie, siedzą godzinami w ławkach, dźwigają ciężkie plecaki, uczą się do sprawdzianów, próbują nadążyć za wymaganiami, których my, dorośli, często nawet nie zauważamy. Kiedy wracają do domu, nie chcę dorzucać im kolejnej pracy na zmianę numer dwa.

Nie twierdzę, że dzieci mają żyć w bańce bez żadnych obowiązków na całe życie. Tylko że obowiązki w domu można wprowadzać mądrze, powoli, z wyczuciem. U mnie w domu jest inaczej. Ja sprzątam stół po kolacji, ja rozładowuję zmywarkę, ja noszę zakupy. Wiem, brzmi to jak deklaracja perfekcyjnej matki, ale wcale nią nie jestem. Po prostu chcę, żeby po całym dniu szkoły moje dzieci mogły odetchnąć.

Dlaczego nie daję dzieciom obowiązków domowych

Słyszę, że dzieci powinny „dokładać się do domu”. Tylko dom to nie fabryka, a dzieci to nie pracownicy. One nie proszą o ten świat obowiązków, o tempo życia, o szkolne oceny. Wiem, że wielu rodziców ma dobre intencje, gdy ustala dyżury i grafiki. Ja jednak widzę w tym ryzyko. Dziecko zaczyna myśleć, że jest warte tyle, ile zrobiło. Że musi zasłużyć na odpoczynek. A ja chcę, żeby odpoczynek był czymś naturalnym, a nie nagrodą.

Kiedy moje dzieci przychodzą do domu, wolę usłyszeć ich opowieści, nawet jeśli są chaotyczne i pełne emocji. Wolę, żeby przez chwilę poleżały z książką albo pobawiły się klockami. Ten czas znika szybciej, niż nam się wydaje.

Dzieciństwo bez presji jest bezcenne

W moim domu jest czas na bałagan. Jest czas na śmiech, na nudę, na wymyślanie głupot. Widzę, jak bardzo to im służy. Po godzinie zabawy są spokojniejsze, bardziej otwarte, jakby zrzucały z siebie cały szkolny ciężar. I wtedy myślę, że dobrze robię.

Nie chcę, żeby moje dzieci po latach pamiętały jedynie „musiałam sprzątać, musiałem pilnować, musiałam pomagać”. Chcę, żeby pamiętały zapach ciasta, kiedy piekłyśmy razem, budowanie bazy z koców, wieczory pod lampką, rozmowy przed snem. To jest ich kapitał na przyszłość. Nie umiejętność idealnego wycierania blatu w wieku ośmiu lat.

dziecko na kanapie
Mama uważa, że nie należy przemęczać dzieci obowiązkami, fot. AdobeStock/candy1812

Uczę odpowiedzialności bez obowiązków

Ktoś powie, że tak wychowam niezaradne dzieci. A ja widzę coś odwrotnego. Moje dzieci uczą się odpowiedzialności inaczej. Przez przykład. Przez wspólne działanie wtedy, kiedy mają na to siłę i ochotę. Czasem same pytają, czy mogą mi pomóc, gdy widzą, że mam dużo na głowie. I ta pomoc jest prawdziwa, a nie wymuszona. Nie robię z tego testu. Nie sprawdzam, czy zrobiły to dobrze. Mówię „dzięki” i tyle.

Uczę je też, że każdy po sobie sprząta to, co zabrudził. Odkładają swoje rzeczy, dbają o swoje zabawki, pamiętają o plecaku. To wystarcza na ten etap. Reszta przyjdzie z czasem. Życie i tak nauczy ich wielu rzeczy. Nie muszę w tym pomagać od pierwszej klasy.

Coraz częściej widzę dzieci, które są przemęczone jak mali dorośli. Wydaje mi się, że dzieciństwo powinno być przede wszystkim od zabawy. Zmywarka poczeka. Ich czas nie poczeka.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Te dzieci rozwijają się najlepiej i rosną bezpiecznie. Ich rodzice wprowadzili 5 domowych zasad

Reklama
Reklama
Reklama