Reklama

Autobus był zatłoczony, ludzie wracali z zakupami, ktoś trzymał choinkę, ktoś inny pudełko z piernikami. A obok mnie dwie mamy, które najwyraźniej znały się od lat. Jedna z nich opowiadała, że jej córka jest w siódmej klasie, więc przerwa świąteczna to żaden argument, by odpuścić naukę.

– W przyszłym roku egzamin – mówiła z przekonaniem. – Teraz nie ma czasu na lenistwo.

Druga przytakiwała, dopytywała o korepetycje, arkusze, plan nauki na każdy dzień wolny. Ani słowa o odpoczynku, o spotkaniach z rodziną, o tym, że to jedne z niewielu dni w roku, kiedy można po prostu pobyć razem. Słuchałam tego i miałam wrażenie, że mowa nie o dziecku, tylko o projekcie do zrealizowania.

Kiedy ambicja zamienia się w tresurę

Rozumiem, że rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Że boją się, że bez presji dziecko „odpuści”, „zmarnuje szansę”, „nie da sobie rady”. Tylko że w tym wszystkim bardzo łatwo zgubić granicę między wspieraniem a naciskaniem.
Jeśli siódmoklasistka słyszy, że święta nie mają znaczenia, bo liczy się egzamin, to jaki komunikat dostaje? Że jej zmęczenie nie jest ważne. Że odpoczynek to fanaberia. Że miłość i akceptacja są warunkowe – zależne od wyników.

To nie jest wychowanie. To jest tresura. I to taka, która bardzo często obraca się przeciwko rodzicom. Bo dzieci, na które stale się naciska, uczą się jednego – że muszą spełniać cudze oczekiwania, nawet kosztem siebie.

Co tracimy, gdy zabieramy dzieciom wolne?

Przerwa świąteczno–noworoczna to nie tylko „dni bez szkoły”. To czas, w którym dziecko może złapać oddech, ponudzić się, porozmawiać z bliskimi, oderwać głowę od ocen i rankingów. To moment, w którym budują się relacje – te prawdziwe, niewpisane w plan lekcji.

Kiedy rodzice zamieniają wolne dni w kolejny maraton nauki, ryzykują więcej, niż im się wydaje. Przemęczone dzieci szybciej się wypalają, tracą motywację, a czasem zwyczajnie zamykają się w sobie. A przecież żadna piątka na świadectwie nie zastąpi poczucia bezpieczeństwa i bliskości.

Wysiadłam z autobusu z ciężką myślą, że coraz częściej mylimy troskę z presją. I że w tym całym pędzie za „dobrą przyszłością” zapominamy, że dzieciństwo nie jest próbą generalną przed dorosłym życiem. Ono dzieje się tu i teraz – także w święta.

Zobacz także: Nadgorliwe matki szykują klasową wigilię. „Będą pierogi i tona ciast. Wszystko wyląduje w koszu”

Reklama
Reklama
Reklama