Reklama

Droga Redakcjo,

piszę do Was jako mama dziecka w wieku wczesnoszkolnym, ale też jako kobieta, która codziennie próbuje pogodzić życie rodzinne z pracą. I choć bardzo się staram, coraz częściej mam wrażenie, że system nie nadąża za realnym życiem rodziców.

Poranki to walka z czasem i stresem

Mój dzień zaczyna się wcześnie, ale i tak mam wrażenie, że zawsze jestem spóźniona. Budzę dziecko, szykuję śniadanie, sprawdzam plecak, próbuję ogarnąć siebie – i już wtedy czuję napięcie. Bo wiem, że za chwilę zacznie się wyścig.

Szkoła mojego dziecka zaczyna się o 8:00. Świetlica otwierana jest o 7:00. Teoretycznie to niewiele, godzina wcześniej – ale dla mnie to ogromna różnica.

Pracę zaczynam o 7:30.

Nie mam luksusu pracy zdalnej ani elastycznych godzin. Nie mam też nikogo, kto mógłby pomóc rano. I codziennie staję przed tym samym pytaniem: co zrobić z dzieckiem przez te brakujące 30 minut?

„Chcę tylko zdążyć do pracy bez poczucia winy”

Nie oczekuję cudów. Nie proszę o specjalne traktowanie. Chcę tylko jednego – móc zostawić dziecko w bezpiecznym miejscu i spokojnie dojechać do pracy.

Często słyszę: „Może ktoś z rodziny pomoże?”. Nie ma nikogo. „Może sąsiadka?”. Każdy ma swoje życie. „Może zmienisz pracę?”. To nie jest takie proste.

A przecież nie jestem jedyna.

Znam wielu rodziców, którzy stoją rano pod szkołą jeszcze przed otwarciem świetlicy. Dzieci zaspane, rodzice zdenerwowani. Każdy patrzy na zegarek. Każdy liczy minuty.

I każdy wie, że wystarczyłoby otworzyć świetlicę o pół godziny wcześniej.

szkoła zamknięta
Niektórzy rodzice chcieliby zostawiać dzieci w szkolnej świetlicy już o świcie, fot. AdobeStock/Inna

Świetlica od 6:30 to nie fanaberia

Wiem, że ktoś może pomyśleć: „Przesada, dzieci powinny spać, a nie siedzieć w świetlicy od świtu”. I ja się z tym zgadzam – gdybyśmy mieli wybór.

Ale wielu z nas go nie ma.

Dla mnie świetlica otwarta od 6:30 nie jest wygodą. Jest koniecznością. Jest rozwiązaniem, które pozwoliłoby mi normalnie funkcjonować, bez stresu, bez kombinowania, bez poczucia, że każdego dnia coś zawalam.

Nie chcę zostawiać dziecka gdziekolwiek. Nie chcę prosić obcych ludzi o pomoc. Chcę mieć pewność, że jest w miejscu, które znam, gdzie są nauczyciele, gdzie jest bezpiecznie.

Czy to naprawdę tak wiele?

Między systemem a codziennością

Mam wrażenie, że często zapominamy, jak wygląda życie zwykłych rodzin. System działa według swoich godzin, swoich zasad, swoich ograniczeń. A my próbujemy się do niego dopasować – kosztem spokoju, zdrowia i poczucia bezpieczeństwa.

Nie chcę narzekać dla samego narzekania. Chcę tylko zwrócić uwagę na problem, który dotyka wielu rodziców, a o którym mówi się za mało.

Poranki nie powinny wyglądać jak codzienna walka. Powinny być spokojnym początkiem dnia – dla dziecka i dla rodzica.

Z wyrazami szacunku,
Anna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Córka przyniosła prezent od nauczycielki. Nie zgadzam się na takie praktyki”

Reklama
Reklama
Reklama