Reklama

W poniedziałkowy poranek w aplikacji komunikacyjnej jednego z przedszkoli pojawił się apel skierowany do rodziców: „Nie przyprowadzajcie dzieci z objawami infekcji, takimi jak katar czy kaszel. Nie będą one wpuszczane do placówki”. Intencją wychowawczyni było zadbanie o zdrowie całej grupy. Jednak reakcja rodziców pokazała, że sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Jako komentarz do apelu przedszkola jedna z mam napisała do nas list. Autorka, mama trójki dzieci, postanowiła głośno opowiedzieć o codziennych trudnościach związanych z opieką nad dziećmi i pracą zawodową.

Rodzice pod presją: praca kontra choroba dziecka

„Codziennie rano sprawdzam, czy moje dziecko nie ma kataru. I za każdym razem zadaję sobie pytanie: czy dziś mogę je jeszcze wysłać do przedszkola? Czy już muszę zostać w domu i ryzykować kolejne nieprzychylne spojrzenie szefa?” – pisze kobieta.

Matka zwraca uwagę na to, że choć rodzice są świadomi zagrożeń zdrowotnych, nie zawsze mają wybór. W sytuacji, gdy jedno z dzieci ma łagodne objawy, a drugie trzeba odprowadzić do szkoły, zorganizowanie opieki jest niemal niemożliwe. „Mąż pracuje za granicą, moi rodzice są starsi i mieszkają 200 kilometrów dalej. Kiedy jedno z dzieci zachoruje, zostaję z tym zupełnie sama. Nie mam niani, nie mam sąsiadki, która mogłaby pomóc” – relacjonuje kobieta.

Brak wsparcia systemowego i kryzys opiekuńczy

List zawiera również mocną krytykę obecnych rozwiązań systemowych. „ZUS może i wypłaca zasiłek opiekuńczy, ale każda nieobecność w pracy oznacza dla mnie ryzyko utraty premii, opóźnień i nieprzychylnych uwag. Pracuję na umowie zlecenie. Nikt mi nie da gwarancji, że za miesiąc będę miała z czego opłacić czynsz.”

Kobieta zaznacza, że jej frustracja nie wynika z niechęci do stosowania się do zasad, ale z bezsilności. „Chcę dobrze – dla dziecka, dla nauczycieli, dla innych rodziców. Ale czuję, że ktokolwiek napisał ten apel, nie wie, jak wygląda życie samotnej matki bez wsparcia.”

dziecko z katarem
W sytuacji, gdy jedno z dzieci ma łagodne objawy, a drugie trzeba odprowadzić do przedszkola, zorganizowanie opieki jest niemal niemożliwe, fot. AdobeStock/ribalka yuli

„Nie mamy wyjścia” – dramat rodziców w komentarzach

Autorka listu nie jest odosobniona. Według jej relacji podobne głosy pojawiały się pod wpisem w aplikacji. Rodzice pisali o braku pomocy ze strony pracodawców, o trudnościach z organizacją opieki, o bezradności. „Naprawdę ktoś myśli, że przyprowadzamy zakatarzone dzieci, bo tak nam wygodnie? To desperacja. Siedzę wieczorami i zastanawiam się, jak przetrwać kolejny tydzień.”

Z listu wyłania się obraz systemu, który nie zauważa rodziców. „Jesteśmy między młotem a kowadłem. Każda decyzja jest zła – zostajemy w domu, tracimy dochody. Posyłamy dziecko z katarem – jesteśmy piętnowani.”

Potrzeba empatii zamiast kolejnych pouczeń

Na zakończenie swojego listu matka pisze: „Nie oczekuję cudów. Ale może zamiast pisać suche komunikaty, ktoś mógłby po prostu dodać: rozumiemy, że to trudne. Nie jesteście sami.”

Te słowa pokazują, że rodzice nie domagają się specjalnego traktowania – proszą o zrozumienie. Bo choć infekcje w przedszkolach są realnym problemem, równie realne są dramaty, które rozgrywają się w domach tych, którzy każdego dnia próbują pogodzić zdrowie dziecka z potrzebą zapewnienia bytu rodzinie.

W czasach, gdy codzienność rodzin staje się coraz bardziej wymagająca, a obowiązki zawodowe nie dają miejsca na elastyczność, warto spojrzeć na problem szerzej. Potrzebna jest rozmowa, solidarność i zmiana podejścia – nie tylko w przedszkolach, ale w całym systemie.

Zobacz też: 6 filmów, po których dziecko samo odłoży telefon. Działają lepiej niż zakazy i kary

Reklama
Reklama
Reklama