Tego nie usłyszysz na zebraniu w szkole. Nauczyciel: „To największy problem rodziców”
Mama trójki dzieci opisała w liście do naszej redakcji rozmowę z nauczycielem, która zmieniła jej spojrzenie na wychowanie. Nauczyciel wskazał jeden, największy problem rodziców.

„To była zwykła rozmowa po zebraniu. Zostałam chwilę dłużej, żeby dopytać, jak radzi sobie mój syn” – zaczyna swój list do naszej redakcji pani Agnieszka, mama trójki dzieci. „Nie spodziewałam się, że ta rozmowa poruszy mnie do głębi” – dodaje.
Rozmowa, której nie usłyszysz na szkolnym zebraniu
Pani Agnieszka pisze, że nauczycielka, z którą rozmawiała, podzieliła się z nią refleksją, która miała zmienić jej podejście do rodzicielstwa. „Pani Agnieszko, największy problem, z jakim spotykamy się jako nauczyciele, to nie dzieci. To rodzice” – powiedziała. „Dzieci jeszcze można zrozumieć – mają prawo być zagubione, rozproszone, pełne emocji. Ale gdy rodzice oddają je do szkoły i oczekują, że szkoła zrobi wszystko za nich, zaczyna się prawdziwy problem”.
Szkoła nie jest remedium na wszystko
W swoim liście mama przyznaje, że słowa pedagoga mocno ją poruszyły. „Zaczęłam się zastanawiać, ile razy w ciągu tygodnia myślę: 'Niech się szkoła tym zajmie'. Ile razy odpuszczam rozmowę z dzieckiem, bo wiem, że przecież będą mieli lekcję wychowawczą” – opisuje.
Nauczycielka, cytowana w liście, podkreślała, że szkoła to tylko jedna z części układanki. „Możemy pomóc, wskazać drogę, ale nie możemy być jedynymi przewodnikami dzieci. Jeśli nie ma rozmowy w domu, jeśli nie ma granic i czułości – żadna lekcja nie pomoże” – miała powiedzieć.
Pani Agnieszka przyznaje, że po tej rozmowie spojrzała inaczej na swoje dzieci i ich codzienne potrzeby. „Zrozumiałam, że nie chodzi o bycie idealnym rodzicem. Chodzi o to, żeby być obecnym. Nie delegować wychowania. Nie oczekiwać, że inni zrobią to za mnie”.
Dzieci potrzebują nas bardziej niż kiedykolwiek
W końcowej części listu pani Agnieszka dzieli się refleksją, która – jak sama pisze – towarzyszy jej od tamtej rozmowy niemal codziennie. „Patrzę, jak moje dzieci się zmieniają, dorastają, jak bardzo potrzebują kogoś, kto po prostu ich wysłucha. I widzę, że szkoła robi, co może, ale to my – rodzice – mamy najważniejszą rolę”.
„'Największy problem rodziców to to, że nie widzą, jak bardzo są ważni'” – podsumowała nauczycielka. Te słowa zostały ze mną na długo” – kończy swój list pani Agnieszka.
To głos, który zasługuje na usłyszenie. I przypomnienie, że szkoła, choć ważna, nie zastąpi domu. A dzieci – choć coraz bardziej samodzielne – potrzebują nas bardziej, niż nam się wydaje.
Zobacz też: 5 błędów, które hamują rozwój inteligencji dziecka. Wielu rodziców popełnia je nieświadomie