Reklama

„Myślałam, że robię wszystko dobrze”

Mam dwoje dzieci – 9-letnią córkę i 7-letniego syna. Ferie zaplanowaliśmy z wyprzedzeniem i byłam z tego dumna. Przez pierwszy tydzień dzieci jadą na zimowisko. Są podekscytowane, już odliczają dni, pakują rękawice i czapki. Drugi tydzień spędzą u moich teściów na Mazurach – w domu z kominkiem, śniegiem, lasem za płotem i dziadkami, którzy nie mogą się doczekać wnuków.

Dla mnie to plan idealny – dzieci mają różnorodność, ruch, świeże powietrze i bliskość rodziny. Ja wiem, że są zaopiekowane i szczęśliwe. Wydawało mi się, że tak właśnie wygląda odpowiedzialne rodzicielstwo.

Do momentu, gdy podzieliłam się tym planem z moją mamą.

Jedno pytanie, które zabolało bardziej niż krytyka obcych

Gdy opowiadałam jej o feriach, spodziewałam się zwykłej rozmowy. Może odrobiny zazdrości, może radości, że wnuki będą miały tyle atrakcji. Zamiast tego usłyszałam: „Nie za dobrze Ci? Widzę, że zrobiło ci się w życiu zbyt wygodnie. Kariera chyba przysłoniła ci to, co najważniejsze. Najpierw powinnaś być matką”.

Zamurowało mnie. Po chwili poczułam, jak łzy same lecą mi po policzkach. Bo to nie była rozmowa o feriach. To był zarzut – że zawodzę jako matka. Że oddaję dzieci, bo nie chce mi się nimi zajmować. Że wybieram siebie.

A przecież to nieprawda.

Jestem matką. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia

Spędziłam z dziećmi całą przerwę świąteczno-noworoczną. Byłam z nimi dzień w dzień, bez pracy, bez pośpiechu. Teraz wróciłam do obowiązków zawodowych i… tak, cieszę się z tego. Lubię swoją pracę. Lubię być czymś więcej niż tylko zmęczoną matką.

Moje dzieci zawsze są najważniejsze, ale to nie znaczy, że muszę być przy nich 24 godziny na dobę, żeby zasłużyć na ten tytuł. One jadą na ferie nie dlatego, że uciekam od macierzyństwa, tylko dlatego, że chcę im dać coś więcej – przeżycia, wspomnienia, relacje z innymi dorosłymi, samodzielność.

Najbardziej boli mnie to, że takie słowa padły od mojej mamy. Od kobiety, która sama często korzystała z pomocy rodziny. Która dziś, z perspektywy lat, patrzy na macierzyństwo przez filtr poświęcenia i wyrzutów sumienia.

A ja nie chcę tak żyć. Nie chcę wychowywać dzieci w przekonaniu, że matka musi się umartwiać, żeby być „wystarczająca”. Chcę, żeby widziały, że można kochać, pracować i nie mieć poczucia winy.

Komentarz redakcji

Ten list pokazuje, jak często kobiety są oceniane nie przez pryzmat troski o dzieci, ale przez liczbę wyrzeczeń, które są gotowe ponieść. Tymczasem szczęśliwe dzieci to często efekt spokojnych, spełnionych rodziców. Ferie spędzone na zimowisku czy u dziadków nie odbierają matce jej roli – one ją uzupełniają.

Zobacz także: Toksyczni dziadkowie uparcie powtarzają tych 7 zdań. Tak przeszkadzają rodzicom w wychowaniu

Reklama
Reklama
Reklama