Reklama

Była 23:47, kiedy zawibrował mój telefon. Odruchowo zerwałam się z łóżka. Kiedy zobaczyłam nazwę grupy przedszkolnej, poczułam niepokój, a chwilę później czystą irytację. Wiadomość dotyczyła organizacyjnej drobnostki na następny dzień. Żadnej pilnej sprawy. Żadnego zagrożenia. Zwykła informacja, która spokojnie mogła poczekać do rana.

Przedszkole to nie centrum dowodzenia 24/7

Siedziałam w łóżku i zastanawiałam się, w którym momencie uznaliśmy, że rodzice muszą być dostępni o każdej porze dnia i nocy. Że telefon nie może milczeć, bo ktoś „właśnie sobie przypomniał”, że trzeba coś napisać. Przedszkole to ważna część życia dziecka, ale nie może być całodobowym kanałem komunikacji.

Mam pracę, dom, rodzinę i prawo do snu. Tak samo jak inne matki i ojcowie. Wysyłanie wiadomości w środku nocy sprawia, że rodzic zaczyna żyć w ciągłym napięciu. Telefon przestaje być narzędziem, a staje się źródłem stresu.

Nikt nie pyta, czy to w porządku

Najbardziej boli mnie to, że nikt nawet nie zastanowił się, czy to jest w porządku. Czy rodzice chcą dostawać wiadomości o tej porze. Czy ktoś ma chore dziecko, czy ktoś wstaje o piątej do pracy, czy ktoś po prostu potrzebuje spokoju. Wszyscy jesteśmy wrzuceni do jednego komunikatora i traktowani tak, jakbyśmy byli dyżurnymi.

Nie chodzi mi o złą wolę. Chodzi o brak refleksji. O to, że coraz częściej zapominamy, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek. Że informacja wysłana jednym kliknięciem może komuś zepsuć noc, wywołać stres albo niepotrzebny lęk.

przedszkole
Przedszkole nie może wymagać od rodziców całodobowej dostępności, fot. AdobeStock/annanahabed

Wiadomość z przedszkola w środku nocy. Gdzie są granice i zdrowy rozsądek?

Piszę ten list, bo czuję, że to już absurd. Jeśli nie postawimy granic teraz, to za chwilę normalne stanie się pisanie o północy, w weekendy, w święta. A rodzice będą się wstydzić wyciszyć telefon, bo „a nuż przyjdzie coś ważnego”.

Chcę wierzyć, że przedszkole to miejsce współpracy, a nie ciągłej dostępności. Że można ustalić godziny komunikacji i je respektować. Że pilne sprawy to naprawdę pilne sprawy, a nie organizacyjne drobiazgi wysyłane nocą.

Nie oczekuję przeprosin ani tłumaczeń. Oczekuję refleksji. Jeśli dorośli nie potrafią zadbać o podstawowy szacunek do czasu i prywatności, to jak mamy uczyć tego dzieci?

Paulina


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mam troje dzieci i nie pracuję, teściowa nazwała mnie pasożytem. Odpowiedziałam jej tak, że usiadła”

Reklama
Reklama
Reklama