W środku nocy przyszła wiadomość z przedszkola. Matka: „To już absurd”
Obudził mnie dźwięk telefonu, który w środku nocy nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. Tym razem nie chodziło jednak o nagły wypadek, tylko o granice, które dawno się rozmyły.

Była 23:47, kiedy zawibrował mój telefon. Odruchowo zerwałam się z łóżka. Kiedy zobaczyłam nazwę grupy przedszkolnej, poczułam niepokój, a chwilę później czystą irytację. Wiadomość dotyczyła organizacyjnej drobnostki na następny dzień. Żadnej pilnej sprawy. Żadnego zagrożenia. Zwykła informacja, która spokojnie mogła poczekać do rana.
Przedszkole to nie centrum dowodzenia 24/7
Siedziałam w łóżku i zastanawiałam się, w którym momencie uznaliśmy, że rodzice muszą być dostępni o każdej porze dnia i nocy. Że telefon nie może milczeć, bo ktoś „właśnie sobie przypomniał”, że trzeba coś napisać. Przedszkole to ważna część życia dziecka, ale nie może być całodobowym kanałem komunikacji.
Mam pracę, dom, rodzinę i prawo do snu. Tak samo jak inne matki i ojcowie. Wysyłanie wiadomości w środku nocy sprawia, że rodzic zaczyna żyć w ciągłym napięciu. Telefon przestaje być narzędziem, a staje się źródłem stresu.
Nikt nie pyta, czy to w porządku
Najbardziej boli mnie to, że nikt nawet nie zastanowił się, czy to jest w porządku. Czy rodzice chcą dostawać wiadomości o tej porze. Czy ktoś ma chore dziecko, czy ktoś wstaje o piątej do pracy, czy ktoś po prostu potrzebuje spokoju. Wszyscy jesteśmy wrzuceni do jednego komunikatora i traktowani tak, jakbyśmy byli dyżurnymi.
Nie chodzi mi o złą wolę. Chodzi o brak refleksji. O to, że coraz częściej zapominamy, że po drugiej stronie ekranu jest człowiek. Że informacja wysłana jednym kliknięciem może komuś zepsuć noc, wywołać stres albo niepotrzebny lęk.

Wiadomość z przedszkola w środku nocy. Gdzie są granice i zdrowy rozsądek?
Piszę ten list, bo czuję, że to już absurd. Jeśli nie postawimy granic teraz, to za chwilę normalne stanie się pisanie o północy, w weekendy, w święta. A rodzice będą się wstydzić wyciszyć telefon, bo „a nuż przyjdzie coś ważnego”.
Chcę wierzyć, że przedszkole to miejsce współpracy, a nie ciągłej dostępności. Że można ustalić godziny komunikacji i je respektować. Że pilne sprawy to naprawdę pilne sprawy, a nie organizacyjne drobiazgi wysyłane nocą.
Nie oczekuję przeprosin ani tłumaczeń. Oczekuję refleksji. Jeśli dorośli nie potrafią zadbać o podstawowy szacunek do czasu i prywatności, to jak mamy uczyć tego dzieci?
Paulina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: „Mam troje dzieci i nie pracuję, teściowa nazwała mnie pasożytem. Odpowiedziałam jej tak, że usiadła”