W święta nie zamierzają gotować ani piec. „Mama nazwała mnie leniem”
Myślałam, że to będzie spokojna rozmowa. Dwie osoby, różne spojrzenia, może trochę emocji – ale nic więcej. Nie spodziewałam się, że jedno zdanie zostanie ze mną na długo.

„Jesteś po prostu leniem” – usłyszałam od własnej mamy. I to tylko dlatego, że powiedziałam, że w te święta nie zamierzam gotować ani piec.
„Nie chcę spędzić świąt w kuchni”
Jestem mamą dwójki dzieci, pracuję, prowadzę dom. Jak większość kobiet – robię tysiąc rzeczy naraz i rzadko mam czas dla siebie. Święta od zawsze wyglądały u nas tak samo: kilka dni przygotowań, gotowanie do późna w nocy, pieczenie, sprzątanie, a potem… zmęczenie większe niż przed nimi.
I w tym roku coś we mnie pękło. Powiedziałam mężowi: „Zróbmy to inaczej”. Zamówimy część jedzenia, część kupimy gotową, zrobimy tylko symboliczne potrawy. Spędzimy czas razem, a nie osobno – ja w kuchni, oni przy stole.
Poczułam ulgę. Do momentu, kiedy powiedziałam o tym mamie.
„Tak się nie robi”
Najpierw była cisza. A potem klasyczne: „Za moich czasów…”. „Święta są raz w roku, trzeba się postarać” – usłyszałam. „Jak dzieci zapamiętają dom bez zapachu ciasta?”. „Tak się nie robi”. A na końcu to jedno zdanie. „Jesteś leniem”.
Zabolało mnie to bardziej, niż się spodziewałam. Przecież nie chodzi o to, że mi się nie chce. Nie chodzi o brak szacunku do tradycji. Chodzi o zmęczenie i o wybór.

„Chcę być z dziećmi, a nie przy garach”
Moje dzieci nie potrzebują idealnie wypieczonego sernika. Potrzebują mnie. Mojej obecności, spokoju, rozmowy. Tego, żebym usiadła obok nich i naprawdę była – a nie biegała między kuchnią a stołem.
Zastanawiam się, skąd w nas, kobietach, to przekonanie, że święta muszą boleć. Że jeśli nie padniemy ze zmęczenia, to znaczy, że się nie postarałyśmy. Moja mama robiła wszystko sama. Podziwiam ją za to. Ale ja nie chcę powielać tego schematu. Chcę mieć siłę, żeby się uśmiechnąć. Żeby nie być sfrustrowaną, zmęczoną, rozdrażnioną.
„Czy naprawdę jestem leniwa?”
Zadaję sobie to pytanie od kilku dni. Bo gdzieś z tyłu głowy siedzi to zdanie. Wychowanie, przyzwyczajenia, oczekiwania. Ale kiedy patrzę na swoje życie – na pracę, dzieci, obowiązki – wiem, że to nie jest lenistwo. To stawianie granic. To decyzja, że święta mają być dla ludzi, a nie dla perfekcyjnie zastawionego stołu.
Może moja mama tego nie rozumie. Może dla niej to zawsze będzie „pójście na łatwiznę”. Ale ja naprawdę wierzę, że moje dzieci zapamiętają coś ważniejszego niż to, ile było potraw. Zapamiętają, że mama była obok. I że się uśmiechała.
Ada
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Nie wszystkie rodziny obchodzą święta. „W Poniedziałek Wielkanocny oczekuję otwarcia przedszkola”