„W Wielkanoc dostałam SMS-a od matki ucznia. Nie mogłam uwierzyć, o co pyta”
Niedziela Wielkanocna. Siedziałam właśnie przy stole z rodziną, kiedy telefon zawibrował. Spojrzałam odruchowo i zobaczyłam wiadomość od matki jednego z moich uczniów. Przez chwilę pomyślałam, że może stało się coś ważnego.

Jestem nauczycielką w szkole podstawowej. Uczę od wielu lat i naprawdę wydawało mi się, że już niewiele może mnie zaskoczyć. Jednak ta wiadomość jednak mnie zaskoczyła.
„Dzień dobry. Kiedy Kuba będzie mógł poprawić sprawdzian? Bo zależy nam, żeby jeszcze przed końcem miesiąca miał lepszą ocenę”. Tyle.
Żadnego „Wesołych Świąt”. Żadnego „Przepraszam, że piszę w święta”. Nawet jednego zdania w stylu: „Odpisze pani po świętach”. Po prostu pytanie. W Niedzielę Wielkanocną. Naprawdę aż tak trudno poczekać dwa dni?
Siedziałam z tym telefonem w ręku i nie wiedziałam, czy bardziej jestem zła, czy smutna. Bo naprawdę nie rozumiem, co musi się wydarzyć, żeby ktoś uznał, że pierwszy dzień świąt to odpowiedni moment na pisanie do nauczyciela o poprawę sprawdzianu.
Nie chodzi nawet o samą ocenę. Każdy rodzic chce, żeby dziecko dobrze sobie radziło. Rozumiem to. Ale czy naprawdę nie można było poczekać do wtorku? Czy przez dwa dni świat by się zawalił?
Mam wrażenie, że coraz więcej rodziców traktuje nauczycieli jak ludzi dostępnych przez całą dobę. Jak infolinię. Wieczorem, w weekend, w ferie, w święta. Bo przecież telefon jest pod ręką. Tylko że po drugiej stronie też jest człowiek.
Nauczyciel też ma rodzinę
Ja też mam dzieci. Też piekłam ciasto, robiłam sałatkę, przygotowywałam święta. Też chciałam po prostu usiąść przy stole i nie myśleć przez chwilę o dzienniku elektronicznym, sprawdzianach i poprawach.
Tymczasem po takiej wiadomości człowiek już nie potrafi się całkiem odciąć. Zaczyna myśleć: odpisać czy nie? Jeśli nie odpiszę, matka uzna, że ją ignoruję. Jeśli odpiszę, dam sygnał, że można pisać zawsze. I właśnie to jest najgorsze. Granice dawno się zatarły.
Kiedy zaczynałam pracę, rodzic mógł porozmawiać z nauczycielem na zebraniu albo zadzwonić do szkoły. Dziś wielu rodziców ma prywatny numer nauczyciela, pisze na Messengerze, WhatsAppie, w Librusie i oczekuje odpowiedzi natychmiast.
Niektórzy potrafią wysłać trzy wiadomości w ciągu godziny, a potem dopisać: „Proszę o pilną odpowiedź”. Naprawdę coraz częściej czuję, że nie mam prawa do prywatnego życia.
Nie jestem zła o tę ocenę. Jestem zła o brak szacunku
Żeby było jasne: Kuba poprawi ten sprawdzian. Tak samo jak każdy inny uczeń, który chce poprawić ocenę. Ale nie w Wielkanoc. I nie dlatego, że jego mama napisała do mnie podczas świątecznego śniadania.
Najbardziej zabolało mnie nie samo pytanie, ale przekonanie, które za nim stoi. To, że ktoś najwyraźniej uznał, iż mój czas nie ma znaczenia. Że skoro jestem nauczycielką, to powinnam być dostępna zawsze. A przecież nauczyciel to nie tylko nauczyciel.
To też matka, ojciec, córka, ktoś, kto chce spokojnie zjeść śniadanie, pobyć z rodziną i choć przez dwa dni nie myśleć o pracy.
Naprawdę marzę o tym, żeby rodzice zaczęli to widzieć. Bo szacunek działa w dwie strony.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Zamiast przy stole, syn będzie ślęczał w książkach”. Nauczyciele: „Święta są od utrwalania materiału”