„Weszłam do przedszkola i mnie trafiło. Panie nie uzgodniły tego ze mną”
Szanowna Redakcjo, przyszłam po córkę jak zwykle – trochę później niż inni rodzice, bo pracuję do późna. Weszłam do sali i zamarłam, bo zobaczyłam coś, czego absolutnie się tam nie spodziewałam.

Piszę do Państwa, bo do dziś nie mogę się z tym pogodzić. Moja córka ma trzy lata. Od samego początku staraliśmy się z mężem wychowywać ją w taki sposób, żeby jak najdłużej chronić ją przed ekranami. W domu nie ogląda bajek w telewizji, nie dostaje telefonu do ręki, nie puszczamy jej filmików na YouTube.
Nie dlatego, że jesteśmy jacyś dziwni albo przesadni. Po prostu uważamy, że tak małe dziecko ma ważniejsze rzeczy do robienia niż patrzenie w ekran.
Dlatego to, co zobaczyłam w przedszkolu, naprawdę mnie zszokowało.
Bajki w przedszkolu dla 3-latków? Tego się nie spodziewałam
Tego dnia odebrałam córkę trochę później niż zwykle. W sali zostało już tylko kilkoro dzieci. To normalne – wiem, że wielu rodziców odbiera maluchy wcześniej.
Ale kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam coś, co mnie dosłownie zamurowało.
Dzieci siedziały na dywanie, a przed nimi stał telewizor. Na ekranie leciała bajka.
Moja córka siedziała razem z nimi i patrzyła w ekran.
W pierwszej chwili byłam tak zaskoczona, że nawet nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież przedszkole to miejsce, gdzie dzieci mają się bawić, rysować, układać klocki, rozmawiać z rówieśnikami. A nie oglądać telewizję.
Zapytałam spokojnie panią, co to właściwie jest.
Usłyszałam, że to „bajeczka edukacyjna”.
„Dzieci były już zmęczone po całym dniu”
Panie zaczęły się tłumaczyć. Powiedziały, że dzieci były już bardzo zmęczone po całym dniu zabawy i zajęć. Że zostało ich tylko kilkoro i że taka spokojna bajeczka pomaga im się wyciszyć przed odbiorem przez rodziców.
Może dla kogoś to brzmi rozsądnie.
Ale dla mnie nie.
Bo nikt mnie o to nie zapytał. Nikt nie uzgodnił ze mną, czy zgadzam się na to, żeby moje dziecko oglądało w przedszkolu bajki.
A przecież wielu rodziców bardzo świadomie ogranicza dzieciom kontakt z ekranami. Ja naprawdę wkładam w to dużo wysiłku. Kiedy moja córka widzi u kogoś telefon z bajką, zawsze tłumaczę jej spokojnie, że u nas tego nie robimy.
I nagle okazuje się, że w przedszkolu wszystko wygląda inaczej.

Przedszkole to nie kino ani salon z telewizorem
Najbardziej boli mnie to, że nikt nie widzi w tym problemu.
Kiedy powiedziałam, że nie życzę sobie puszczania bajek mojemu dziecku, panie spojrzały na mnie trochę tak, jakbym przesadzała. Jedna z nich powiedziała nawet, że przecież „to tylko kilka minut”.
Może dla nich to drobiazg.
Ale dla mnie to kwestia zasad.
Jeśli przedszkole zaczyna puszczać dzieciom bajki, bo są zmęczone albo jest ich mało w sali, to gdzie jest granica? Za chwilę może się okazać, że telewizor włącza się codziennie, bo to najłatwiejszy sposób, żeby dzieci siedziały spokojnie.
Nie zapisaliśmy córki do przedszkola po to, żeby oglądała tam telewizję.
Naprawdę wierzę, że nauczycielki wykonują trudną pracę i że opieka nad małymi dziećmi to ogromne wyzwanie. Ale właśnie dlatego uważam, że takie rzeczy powinny być uzgadniane z rodzicami.
Bo każdy wychowuje dziecko według własnych zasad.
A ja naprawdę nie chcę, żeby trzyletnie dziecko po całym dniu w przedszkolu kończyło go przed ekranem.
Dlatego wyszłam wtedy z sali naprawdę zdenerwowana. I do dziś zastanawiam się, czy tylko ja uważam, że przedszkole powinno być ostatnim miejscem, w którym dzieci sadza się przed telewizorem?
Izabela
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 5 rozwijających bajek dla dzieci. Logopedka mówi wprost: wspierają mowę i wyobraźnię