atoms.adSlot.adLabel

Tak zaczyna się mail, który otrzymała nasza redakcja od mamy uczennicy czwartej klasy.

„Od dziś tryb hybrydowy. Prosimy śledzić komunikaty”

Czytelniczka relacjonuje, że w krótkiej wiadomości dyrekcja poinformowała rodziców o przejściu szkoły na tryb hybrydowy z powodu mrozów i problemów organizacyjnych. Część lekcji miała odbywać się online, część została odwołana, a szczegóły zapowiedziano na później.

„Moja córka kończyła śniadanie i dopytywała, czy zdąży jeszcze podejść pod szkołę z koleżanką. Patrzyłam w telefon i nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Było po siódmej rano, za pół godziny miałyśmy wyjść z domu – ona do szkoły, ja do pracy. Mąż już był w trasie, komputer do pracy został w biurze, a tu nagle informacja, że lekcje będą zdalne. Tylko kiedy? Jakie? Kto ma zostać z dzieckiem?” – pisze.

Kobieta przyznaje, że w pośpiechu zaczęła wysyłać wiadomości do przełożonej z prośbą o możliwość pracy z domu, jednocześnie co chwilę odświeżając Librusa w nadziei na kolejne instrukcje. W tym czasie jej córka krążyła po przedpokoju z butami w rękach, coraz bardziej zdezorientowana.

Poranny chaos w wielu domach

Autorka listu podkreśla, że najbardziej zdenerwowało ją to, iż informacja pojawiła się w ostatniej chwili. „Przecież mróz był zapowiadany od kilku dni. A rodzice dowiadują się w poniedziałek rano, gdy wszystko jest już zaplanowane – dojazdy do pracy, lekcje, opieka nad młodszym rodzeństwem”.

Jak relacjonuje, na klasowej grupie w komunikatorze natychmiast rozpętała się burza. Jedni pisali, że już są w drodze do biura, inni, że dzieci siedzą w autobusie. Pojawiły się telefony do dziadków, sąsiadów, szybkie ustalanie, kto może wziąć urlop na żądanie.

„Mnie akurat udało się dogadać z szefową, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką możliwość. Znam rodziców, którzy musieli brać wolne albo kombinować z opieką w ostatniej chwili. To strasznie frustrujące”.

„Rozumiem sytuację, ale liczę na więcej wyprzedzenia”

Czytelniczka zaznacza, że nie chce atakować nauczycieli. „Wiem, że często to nie od nich zależą takie decyzje i że bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze. Ale marzy mi się, żeby takie komunikaty przychodziły chociaż wieczorem wcześniej. Te kilka godzin naprawdę robi różnicę”.

Na koniec dodaje, że ma wrażenie, iż tej zimy podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej – zamknięte przedszkola, skrócone lekcje, nauka zdalna wprowadzana z dnia na dzień.

„Między teorią a decyzjami administracyjnymi jest jeszcze kuchenny stół o siódmej rano, dziecko z tornistrem na plecach i rodzic, który w jednej ręce trzyma telefon, a w drugiej zimną już kawę. I próbuje w kilka minut ułożyć plan dnia od nowa” – podsumowuje mama czwartoklasistki.

Zobacz także: W niedzielę wieczorem przyszła wiadomość z przedszkola. Matka: „Kpina, i co ja zrobię z synem?”

atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel