„Wolę wozić córkę na balet niż uczyć obsługi mopa. Jak można wyręczać się dzieckiem w praniu i sprzątaniu?”
Nigdy nie zrozumiem rodziców, którzy z dumą opowiadają o tym, że ich siedmioletnie dziecko samo nastawia pranie lub myje podłogi w całym domu. Dla mnie to nie jest nauka samodzielności, ale zwyczajne odbieranie dziecku najpiękniejszych lat życia i wyręczanie się małym człowiekiem, który powinien mieć teraz zupełnie inne priorytety.

Dzień dobry, piszę do Państwa, bo ostatnio na placu zabaw usłyszałam rozmowę, która po prostu podniosła mi ciśnienie. Kilka mam licytowało się, która ma „lepiej wychowane” dziecko. Jedna mówiła, że jej syn sam sprząta pokój na błysk, druga chwaliła się, że córka po szkole zawsze opróżnia zmywarkę (jasne, może jeszcze obiera ziemniaki na obiad?). Słuchałam tego z rosnącym przerażeniem.
Patrzyłam na moje dziecko, które w tym czasie z wypiekami na twarzy goniło bańki mydlane, i pomyślałam: „Boże, jak dobrze, że ja jej tego nie robię”. Moja córka ma osiem lat. Jest bystra, wrażliwa i ma tysiąc pomysłów na minutę. Czy umie obsługiwać mopa? Nie mam pojęcia i szczerze mówiąc − mało mnie to obchodzi.
Dzieciństwo jest od zabawy, a nie od darmowej siły roboczej
Uważam, że czas dzieciństwa jest niesamowicie krótki i jako rodzice mamy obowiązek go chronić. Moja córka od rana do popołudnia jest w szkole, gdzie musi się skupić, siedzieć w ławce i przyswajać wiedzę. Potem jedziemy na balet, który kocha, albo na lekcję rysunku. Wraca do domu późnym popołudniem, zmęczona, ale szczęśliwa. I co ja mam jej wtedy powiedzieć? „Zostaw te kredki, idź segregować skarpetki i umyj wannę”? Przecież to brzmi jak jakiś ponury żart.
Wielu rodziców zasłania się argumentem o „nauce odpowiedzialności”. Ja tę odpowiedzialność widzę inaczej. Moja córka jest odpowiedzialna za swoje oceny, za to, żeby spakować plecak na zajęcia i żeby być miłą dla koleżanek. To są jej obowiązki na ten etap życia. Sprzątanie domu to obowiązek dorosłych, którzy ten dom prowadzą. Ja i mąż jesteśmy od tego, żeby stworzyć jej czyste, bezpieczne warunki do rozwoju, a nie żeby robić z niej darmową pomoc domową.
Kiedy widzę te wszystkie „tablice obowiązków” z naklejkami za wyniesienie śmieci, to robi mi się smutno. Czy naprawdę chcemy, żeby nasze dzieci kojarzyły dom rodzinny z listą zadań do odhaczenia?
Zainwestuję w jej pasję, nie w umiejętność odkurzania
Wiem, co powiedzą niektóre osoby: „wyrośnie na niedorajdę, która nie umie zrobić herbaty”. Otóż nie, nie wyrośnie. Obsługa pralki czy odkurzacza to czynności, których dorosły, inteligentny człowiek uczy się w piętnaście minut, kiedy przychodzi na to pora − czyli gdy idzie „na swoje”. Ja nauczyłam się gotować i sprzątać dopiero na studiach i jakoś żyję, mam czysty dom i smaczne obiady. Nic mi nie uciekło.
Zamiast zmuszać ją do szorowania fug, wolę zawieźć ją na drugi koniec miasta na dodatkowe lekcje angielskiego albo po prostu posiedzieć z nią na dywanie i poukładać klocki. To buduje naszą więź. Sprzątanie to czynność techniczna, jałowa, która nie wnosi nic do rozwoju jej ducha czy intelektu. Wolę, żeby w przyszłości wspominała, jak wspólnie czytałyśmy książki, a nie jak mama kazała jej wycierać kurze w każdą sobotę rano. Czy te kilka godzin błyszczących podłóg jest warte tego, żeby dziecko miało mniej czasu na marzenia?
Dom to ma być azyl, a nie poligon dyscypliny
Chciałabym, żeby mój dom był miejscem, w którym moja córka czuje się wolna. Świat i tak stawia przed nią mnóstwo wymagań − w szkole, wśród rówieśników. Dom powinien być miejscem, gdzie może odetchnąć. Jeśli widzę, że rzuciła bluzę na kanapę, to po prostu ją podnoszę i kładę do kosza na pranie. To zajmuje mi trzy sekundy i nie kosztuje żadnej kłótni. Nie chcę psuć naszej relacji ciągłym gderaniem o nieułożonych butach.
Drodzy rodzice, zastanówcie się czasem, czy te wszystkie obowiązki domowe, które nakładacie na swoje dzieci, naprawdę służą ich dobru, czy może po prostu Waszej wygodzie? Ja wolę być zmęczona, sama ogarniając cały dom, ale mieć pewność, że moja córka miała czas, by po prostu być dzieckiem. Mop nie ucieknie, a dzieciństwo − owszem, i to szybciej niż nam się wydaje. Dlatego wybieram balet, wybieram zabawę i wybieram święty spokój mojego dziecka.
Z poważaniem,
Anna, mama ośmioletniej Mai
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Po tym dziecko już ci nie zaufa. 7 rodzicielskich błędów, które trudno naprawić