Wychowawca z doświadczeniem: „3 rzeczy, które rodzice robią źle – każdego dnia”
Do redakcji naszego serwisu trafił poruszający list od wychowawcy z wieloletnim doświadczeniem. W emocjonalnych słowach wskazuje na trzy powtarzające się błędy rodziców, które wpływają na rozwój i zachowanie dzieci.

„Piszę ten list z potrzeby serca” – zaczyna swój list pani Agnieszka, wychowawczyni w szkole podstawowej z ponad 20-letnim stażem. „Z każdym rokiem pracy widzę, jak wiele problemów dzieci wynoszą z domu. To nie jest oskarżenie, ale wołanie o uwagę i refleksję”.
Codzienne potknięcia, które bolą najbardziej
W swoim liście pani Agnieszka dzieli się obserwacjami z codziennej pracy z dziećmi. Nie kryje wzruszenia i bezsilności wobec pewnych schematów, które – jej zdaniem – powtarzają się w domach wielu uczniów.
„Nie chodzi o to, by piętnować. Chcę pokazać, co widzę jako nauczycielka, wychowawczyni, człowiek. Bo jeśli choć jeden rodzic przemyśli to, co napiszę – może coś się zmieni”.
Błąd pierwszy: brak czasu na prawdziwe rozmowy
„Dzieci tęsknią za rozmową. I nie mówię o krótkim 'Jak było w szkole?', ale o prawdziwej wymianie myśli. One chcą opowiedzieć, co czują, co je martwi, co im się śniło. A rodzice… często są zmęczeni, z telefonem w ręku, z oczami w laptopie”.
Pani Agnieszka opisuje sytuacje, gdy dzieci dzielą się informacjami, które nigdy nie dotarły do ich rodziców. „Jedna dziewczynka powiedziała mi, że boi się ciemności od dwóch lat, ale nikt w domu nie miał czasu z nią o tym pogadać. Inny chłopiec codziennie opowiadał mi, o czym śnił – bo rodzice mówili, że nie mają głowy do takich rzeczy”.
Wychowawczyni apeluje, by każdego dnia poświęcić dziecku minimum 15 minut pełnej uwagi. Bez urządzeń, bez rozproszeń – tylko obecność i słuchanie.
Błąd drugi: porównywanie do innych
„'Zobacz, jak Asia ładnie się uczy', 'Dlaczego nie jesteś taki jak brat?' – tych słów nie słyszę osobiście, ale widzę, jak odbijają się echem w głowach dzieci”.
Porównywanie to – zdaniem autorki listu – jeden z najbardziej raniących mechanizmów. „Odbiera wiarę w siebie, budzi złość i poczucie bycia gorszym. Czasem dzieci robią wszystko, by udowodnić, że są inne – i wtedy wpadamy w błędne koło”.
Zamiast tego proponuje dostrzegać unikalność każdego dziecka. „Każdy z nas ma talenty. Dzieci też. Wystarczy je zauważyć”.

Błąd trzeci: brak granic
Choć może to brzmieć zaskakująco, pani Agnieszka zauważa, że dzieci często cierpią z powodu braku jasno wyznaczonych granic.
„Dzieci potrzebują zasad. Jeśli ich nie mają, czują się niepewnie. Widzę to na co dzień – dzieci, które mogą wszystko, nie są szczęśliwe. One testują dorosłych, sprawdzają, gdzie kończy się wolność, a zaczyna troska”.
Wychowawczyni przytacza przykład ucznia, który reagował płaczem na każdą odmowę: „Marek zawsze mógł wszystko w domu. Gdy pierwszy raz powiedziałam mu, że nie może wyjść na przerwę, dopóki nie odłoży zeszytu – rozpłakał się i złościł. Nie znał granic”. Inne dziecko otwarcie przyznało: „W domu mogę robić, co chcę. Nikt nie mówi mi, co wolno, a czego nie”.
Z jej obserwacji wynika, że dzieci, które znają reguły, czują się bezpieczniej i są bardziej otwarte. „Wyznaczenie granic to nie kara. To akt miłości. Dzieci tego potrzebują – tak samo jak naszej uwagi, akceptacji i obecności”.
List pani Agnieszki kończy się ważnymi słowami: „Piszę to, bo wierzę, że rodzice chcą dobrze. Ale czasem wystarczy zatrzymać się na chwilę, by zobaczyć więcej i zastanowić się, co możemy zrobić inaczej”.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: 5 błędów, które hamują rozwój inteligencji dziecka. Wielu rodziców popełnia je nieświadomie