Wychowawczyni: „To brak prywatności”. Wieczorami rodzice przekraczają granice
Są wiadomości, które mogą poczekać – jednak wielu rodziców zdaje się o tym zapominać. Na naszą redakcyjną skrzynkę trafił list nauczycielki, która opisała, jak wygląda jej „czas wolny”, gdy rodzice uczniów zaczynają pisać wiadomości późnym wieczorem, w niedziele, a nawet w święta.

Jej słowa to nie tylko skarga, ale też gorzka refleksja nad zacierającą się granicą między życiem zawodowym a prywatnym.
List nauczycielki do redakcji
Jestem matematyczką w podstawówce, do tego mam wychowawstwo w klasie 4. Kocham swoją pracę, kocham dzieci i naprawdę staram się być dla rodziców dostępna – w granicach rozsądku. Tylko że te granice w ostatnich latach zupełnie przestały istnieć.
Kiedyś w piątek o 22:15 dostałam wiadomość od mamy jednego z uczniów: „Pani Aniu, proszę natychmiast odpisać, czy jutro trzeba przygotować strój galowy”. W sobotę o 7 rano kolejny SMS: „Dzień dobry, a czy zadanie z matematyki na pewno jest na poniedziałek?”.
Rodzice piszą na e-dzienniku, Messengerze, WhatsAppie, w SMS-ach. Nawet wtedy, gdy na zebraniu proszę, żeby wiadomości dotyczące szkoły wysyłać wyłącznie w godzinach pracy. Tłumaczą, że „akurat sobie przypomnieli”. Tylko że ja też mam swoje życie, swoje dzieci i swoje wieczory, które chciałabym spędzić tak, jak każdy.
Najbardziej zabolało mnie coś innego. Kiedy w niedzielę nie odpisałam na wiadomość (bo byłam u rodziców na obiedzie), usłyszałam w poniedziałek od jednej z mam: „Wie pani, my pracujemy i mamy tylko wieczory. To pani obowiązek odpowiadać”. Poczułam się, jakbym była dostępna 24 godziny na dobę, jak infolinia, a nie człowiek.
Nie wiem, kiedy rodzice zapomnieli, że nauczyciel też potrzebuje prywatności. Te wiadomości rzadko są sprawami nagłymi. Większość dotyczy zadań domowych, konkursów, przygotowania na lekcje czy tego, co dziecko powiedziało w drodze ze szkoły. Naprawdę można z tym poczekać do rana.
Wiem, że rodzice są zabiegani i przeciążeni, ale oczekiwanie natychmiastowej odpowiedzi wieczorami to przekraczanie granic. I boję się, że jeśli o tym głośno nie powiemy, w końcu dojdziemy do momentu, w którym nauczyciel nie będzie miał ani jednego wolnego dnia bez pytania o jutrzejsze zadanie domowe.
Rodzice w stresie, nauczyciele pod presją
List nauczycielki pokazuje problem, o którym mówi coraz więcej pedagogów. Rodzice chcą być blisko edukacji swoich dzieci – to naturalne i potrzebne. Ale często presja, by niczego nie przegapić, sprawia, że zaczynają traktować wychowawców jak dyżurne centrum informacji.
Wiele wiadomości, które trafiają do nauczycieli po 20:00, nie jest sprawami pilnymi. A jednak są wysyłane z oczekiwaniem, że odpowiedź przyjdzie „od razu”. Takie zachowania sprawiają, że granica między pracą a życiem prywatnym nauczycieli po prostu się zaciera.
Szanując pracę pedagogów, warto pamiętać – tak jak wspomniała autorka listu – że nauczyciele również mają prawo do odpoczynku. Wysyłanie wiadomości wieczorami czy w dni wolne nie jest problemem samym w sobie, ale oczekiwanie natychmiastowej odpowiedzi już tak. Uczmy dzieci kultury i szacunku – również przez własny przykład.
Zobacz także: Nauczyciele na zwolnieniach, rodzice w nerwach. „Kto przygotuje moje dziecko do egzaminu?”