Reklama

W świątecznej akcji w Pieckach-Migowie dzieci szukały koszyczków z cukierkami, a potem częstowały się znalezionymi słodyczami. To miała być jedna z tych lokalnych inicjatyw, które budują wspomnienia: spacer, poszukiwania, radość z drobnego upominku.

W tym roku zabawa niespodziewanie nabrała jednak poważniejszego tonu. Jeden z rodziców zwrócił uwagę, że wśród rozdawanych słodyczy znalazły się cukierki, których skład obejmował spirytus oraz aromat likieru jajecznego. Informacja nie wynikała z „pierwszego spojrzenia” na produkt. Cukierki wyglądały jak typowo dziecięce, a opakowanie sugerowało świąteczny, neutralny charakter.

Najważniejsze w tej historii jest tempo reakcji po wykryciu problemu: słodycze natychmiast wycofano z wydarzenia. Dla wielu rodziców to kluczowa informacja, bo w takich sytuacjach liczy się szybkie zatrzymanie łańcuszka „podaj dalej”, zanim cukierki trafią do kolejnych kieszeni i domów.

Skład był do ustalenia, ale bez ostrzeżenia w miejscu sprzedaży

Z przekazanych informacji wynika, że cukierki kupiono w sklepie jako produkt sprzedawany na wagę. W miejscu sprzedaży nie było ostrzeżenia, że to słodycze z alkoholem. Co ważne dla opiekunów, skład nie był też podany na papierku, w który zapakowano cukierki. Dopiero sprawdzenie dokładnego składu pozwalało ustalić, co dokładnie znajduje się w środku.

W praktyce to scenariusz, który wielu rodziców zna z codzienności: kupujesz coś „z półki ze słodyczami”, często w pośpiechu, w dobrej wierze, bez poczucia ryzyka. Tu dodatkowym elementem była forma produktu i świąteczna oprawa.

Rada Dzielnicy Piecki-Migowo odniosła się do sprawy w oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek 6 kwietnia. Podano, że doszło do niezamierzonej pomyłki przy zakupie. Rada przeprosiła uczestników, w szczególności rodziców i dzieci, zapewniając, że nie było to działanie celowe ani wynikające z lekkomyślności. Jednocześnie poproszono, by dzieci nie spożywały tych cukierków, a osoby, które je otrzymały, by je usunęły.

Głos zabrał też Maciej Świderski, przewodniczący zarządu dzielnicy. Przekazał przeprosiny w imieniu zarządu i zapowiedział dopilnowanie, aby podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości.

Rodzice pytają o oznaczenia, a radny dostaje wsparcie

Organizator akcji, radny dzielnicy, wskazał, że w sklepie nie było oznaczeń informujących o alkoholu w cukierkach. Przyznał jednocześnie, że jego błędem było niesprawdzenie dokładnego składu. Zwrócił uwagę, że trudno było podejrzewać, że to słodycze z alkoholem. Dodał też, że sytuacja skłania go do zastanowienia się nad sensownością organizowania takich akcji w przyszłości.

W komentarzach w mediach społecznościowych pod oświadczeniem rady pojawiły się głosy wsparcia dla organizatora i uwagi dotyczące oznaczania produktów. Radna dzielnicy Marzena Miler-Kosewska zwróciła uwagę, że problem w jej ocenie dotyczy producenta, bo nawet na opakowaniu nie ma informacji o dokładnym składzie.

Do sprawy odnieśli się również zarządzający na Facebooku lokalnym profilem MultiPark Morena, publikując w mediach społecznościowych wpis wspierający radnego. Podkreślono w nim, że od lat jest on znany jako osoba zaangażowana w sprawy dzielnicy i że, zdaniem autorów wpisu, działał w dobrej wierze. Zaznaczono też, że na papierkach od cukierków nie było informacji o alkoholu, a przypisywanie mu złej woli uznano za nadużycie. Autorzy wyrazili nadzieję, że cała sytuacja nie zniechęci go do dalszej aktywności na rzecz lokalnej społeczności.

Dla rodziców ta historia ma dwa wątki: po pierwsze, jak łatwo w codziennym obiegu mogą pojawić się produkty „nieoczywiste” składowo; po drugie, jak ważne jest szybkie informowanie i reagowanie, gdy pojawia się sygnał, że coś nieodpowiedniego mogło trafić do dzieci. W takich momentach spokój, konkret i jasny komunikat zwykle pomagają najbardziej.

Źródło: trojmiasto.pl

Zobacz też: 500, 1900, a nawet 4000 zł: tyle trafia na konta rodziców. Trzeba wiedzieć, gdzie złożyć wniosek

Reklama
Reklama
Reklama