Będzie powrót do mundurków szkolnych? Barbara Nowacka: „Wprowadzimy 2 obowiązki dla uczniów”
Ogólnie przyjęte normy społeczne mają wyznaczać granice stroju i wyglądu uczniów w projektowanych przepisach o prawach i obowiązkach ucznia. Posłanki w interpelacji domagają się doprecyzowania, co to oznacza w praktyce i kto ma to egzekwować. MEN odpowiada: mundurków nie będzie, ale będą granice.

Projektowane przepisy o prawach i obowiązkach ucznia mają dać młodym ludziom prawo do samodzielnego kształtowania wyglądu, ale jednocześnie zastrzegają, że strój powinien mieścić się w ramach „ogólnie przyjętych norm społecznych”.
Właśnie to pojęcie stało się osią sporu: posłanki opozycji w interpelacji pytają ministrę edukacji Barbarę Nowacką, co dokładnie ma ono oznaczać w szkołach i kto w praktyce będzie rozstrzygał, gdzie kończy się swoboda.
Jedno zdanie, wiele wątpliwości w szkolnym korytarzu
W interpelacji zwrócono uwagę, że klauzula „ogólnie przyjętych norm społecznych” została przyjęta dlatego, że nie da się w ustawie wymienić wszystkich możliwych wariantów stroju uczniów. Problem w tym, że bez jasnych kryteriów takie sformułowanie może działać różnie w zależności od szkoły, dyrektora czy lokalnych zwyczajów.
Posłanki dopytują więc o trzy kwestie, które z perspektywy rodzica brzmią bardzo konkretnie: według jakich zasad będzie się oceniać, czy strój ucznia mieści się w tych „normach”, na jakiej podstawie szkoła ma je stosować na co dzień i kto będzie za to odpowiadał. Pada też pytanie o egzekwowanie: czy ciężar ma spaść na dyrektorów, czy na kuratoria, czy na organy centralne.
W tle jest obawa o to, że nieostre sformułowania mogą w praktyce służyć do ograniczania indywidualnej ekspresji i tożsamości ucznia. Posłanki podnoszą także wątek zabezpieczeń przed dyskryminacją, zwłaszcza gdy w szkołach spotykają się różne wrażliwości kulturowe, religijne i społeczne. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy rodziców i uczniów, że zapis jest tak pojemny, iż nie daje pewności realnej ochrony praw.
Widmo mundurków wraca w debacie, choć resort mówi „nie”
W interpelacji wybrzmiewa porównanie do dawnych sporów o ujednolicanie wyglądu uczniów, w tym do czasu, gdy pojawił się pomysł obowiązkowych szkolnych mundurków w całym systemie.
Autorki przypominają, że tamte rozwiązania ostatecznie wycofano pod presją protestów i krytyki za ograniczanie wolności uczniów. Dla wielu rodzin to wciąż czuły temat, bo dotyka codzienności: tego, co dziecko zakłada rano, czy czuje się pewnie i czy szkoła nie ocenia go „po okładce”.
MEN odpowiada jednak jednoznacznie: nie będzie powrotu do obowiązkowych mundurków, a nowe regulacje nie mają wskazywać obowiązkowego wyglądu ani ubioru uczniów. Resort podkreśla, że celem jest raczej zamknięcie luki i uporządkowanie zasad tak, by szkoły nie działały w próżni, a uczniowie mieli czytelne prawa.

MEN rysuje granice: bezpieczeństwo, brak nienawiści i zgodność z prawem
W odpowiedzi ministra Barbara Nowacka wskazuje, że uczeń ma mieć swobodę kształtowania stroju i wyglądu, ale w granicach. Te granice mają opierać się na dwóch obowiązkach: strój i wygląd mają być zgodne z „ogólnie przyjętymi normami społecznymi” oraz jednocześnie spełniać warunki bezpieczeństwa i porządku prawnego.
W praktyce w projekcie akcentuje się, że wygląd nie powinien:
- zagrażać bezpieczeństwu ucznia ani innych osób,
- nawoływać do nienawiści lub dyskryminacji,
- naruszać obowiązującego prawa.
Resort tłumaczy też, dlaczego pozostaje przy ogólnym pojęciu „norm społecznych”: polski system oświaty jest bardzo zróżnicowany i inne realia ma szkoła artystyczna, inne liceum, a jeszcze inne szkoła branżowa. Jednocześnie MEN zapowiada mechanizmy, które mają ograniczyć dowolność decyzji podejmowanych „na wyczucie”.
Kluczowe mają być trzy bezpieczniki: zasady zapisane w statucie szkoły, kontrola kuratora oświaty oraz realna ścieżka ochrony praw ucznia przez system rzeczników praw uczniowskich (na poziomie kraju, województwa, a także w gminie lub powiecie oraz w samej szkole).
Dla rodziców to może oznaczać jedno: jeśli w danej placówce wybuchnie spór o strój ucznia, punkt odniesienia ma być w dokumentach szkoły, a nie w zmiennych opiniach. A jeśli zasady będą budzić wątpliwości, uczeń ma mieć formalną drogę, by dochodzić swoich praw. MEN podkreśla przy tym, że szkoły nie będą mogły „wymyślać” norm bez zewnętrznej oceny i bez uwzględnienia standardów konstytucyjnych, w tym poszanowania godności ucznia.
Źródło: prawo.pl
Zobacz też: Te dzieci nie mają problemów z nauką. Rodzice pilnują 5 zasad w domu