Czy biżuteria może być narzędziem terapeutycznym? Julia Izmałkowa stworzyła coś, czego wcześniej nie było
Biżuteria kojarzy się z ozdobą. Z czymś, co ma być ładne, symboliczne, czasem sentymentalne. Ale w rozmowie z Julią Izmałkową pada myśl, która całkowicie zmienia to skojarzenie: biżuteria może być narzędziem terapeutycznym. Nie metaforycznie. Dosłownie.
W najnowszym odcinku "Mamy to!" Julia opowiada o projekcie, który nazywa swoim „drugim dzieckiem” – terapeutycznej biżuterii, w której każdy element ma zakodowane konkretne techniki psychosomatyczne. Nie po to, żeby „ozdabiać”, ale po to, żeby pomagać w realnych momentach napięcia, lęku i przeciążenia.
Biżuteria, która przypomina, co zrobić z ciałem
Idea jest prosta, ale bardzo przemyślana. W momentach ataku paniki, stresu przed rozmową z szefem, narastającej złości czy lęku, którego nawet nie potrafimy nazwać – nie sięgamy po książkę. Nie pamiętamy teorii. Nasz mózg jest w trybie przetrwania.
Dlatego – jak tłumaczy Julia – najpierw musi uspokoić się ciało. Dopóki ciało nie dostanie sygnału bezpieczeństwa, umysł nie pójdzie dalej.
Każdy element tej biżuterii zawiera od kilkudziesięciu zakodowanych technik somatycznych: przypomina, jak oddychać, na czym się skupić, jak się zatrzymać. To nie magia. To czysta psychologia zastosowana w codzienności.
90 sekund, które robią różnicę
Jednym z najbardziej konkretnych przykładów, który pojawia się w rozmowie, jest liczba 90 sekund. Z perspektywy neurologii tyle czasu potrzebujemy, żeby emocja – gniew, lęk, napięcie – osiągnęła szczyt i zaczęła opadać. Pod warunkiem, że jej dalej nie karmimy.
Dlatego w jednym z elementów biżuterii znajduje się dokładnie 90 koralików. Ich liczenie – w połączeniu z oddechem – daje ciału czas, żeby się uspokoić. Dopiero potem warto mówić. Reagować. Podejmować decyzje.
To nie są wielkie gesty. To mikroruchy, które mogą zmienić przebieg rozmowy, reakcji, dnia.
Lęk jako sygnał, nie wróg
W rozmowie Julia Izmałkowa bardzo wyraźnie sprzeciwia się narracji, że z lękiem trzeba walczyć. Lęk nie jest wrogiem. Jest komunikatem. Informacją, że coś w naszym systemie wymaga uwagi i troski.
Jednym z symboli, które pojawiają się w biżuterii, jest królik – zwierzę czujne, wrażliwe, reagujące na najmniejsze sygnały zagrożenia. To metafora „mądrego lęku”. Lęku, który nie paraliżuje, ale ostrzega. Pyta: "Czego się teraz boję? Co jest dla mnie niebezpieczne? Jak mogę się o siebie zatroszczyć?". To podejście całkowicie zmienia sposób myślenia o emocjach.
Psychologia, która schodzi z półki do życia
Julia mówi wprost: nawet najlepsza książka, jeśli do niej nie wracamy, zostawia w nas zaledwie niewielki procent wiedzy. W emocjach tej wiedzy nie mamy „pod ręką”. Dlatego jej celem było stworzenie czegoś namacalnego – czegoś, co przypomina o regulacji emocji w momencie, kiedy jest najbardziej potrzebna.
Nie chodzi o to, że bez tej biżuterii nie da się oddychać czy zatrzymać. Chodzi o to, że w stanie silnego pobudzenia łatwiej jest sięgnąć po coś, co już jest przy nas. Dotknąć. Policzyć. Skupić się. Wrócić do ciała. Z czasem ciało uczy się tych reakcji. I następnym razem jest łatwiej.
To nie jest dla wszystkich. I właśnie o to chodzi
W rozmowie pojawia się też ważna myśl: zatrzymanie się wymaga odwagi. Bo zatrzymanie oznacza zobaczenie prawdy – o sobie, o relacjach, o stanie układu nerwowego. A to czasem oznacza konieczność zmiany.
Ta biżuteria nie ma nikogo „naprawiać”. Ma pomagać ukoić siebie. A ukojenie nie jest egoizmem. Jest troską – o siebie, o bliskich, o relacje.
Całą rozmowę z Julią Izmałkową o terapeutycznej biżuterii obejrzysz na kanale YouTube Mamotoja.
Jeśli ciekawi Cię, jak psychologia może realnie działać w codziennym życiu – ten wywiad naprawdę warto zobaczyć w całości.