Reklama

W sieci pojawiają się komentarze rodziców, którzy obawiają się „wprowadzania dzieci w zabobony” albo twierdzą, że wróżby mogą „mieszać im w głowach”. Pojawiają się wręcz dramatyczne ostrzeżenia: „Potem rodzice będą płakać”.

A może – zamiast straszyć – wystarczy po prostu pozwolić dzieciom być dziećmi?

Andrzejki w szkołach i przedszkolach: zabawa czy zagrożenie?

Dla wielu osób lanie wosku to niewinna tradycja, której nie da się traktować serio. Odczytywanie z kształtu „przyszłej pracy” albo „kim zostaniesz, jak dorośniesz” jest dla dzieci bardziej śmiechem niż wróżbą. Ale co roku pojawiają się głosy rodziców, którzy traktują andrzejkowe wróżby z niepokojem. Padają wielkie słowa: „pogańskie praktyki”, „zabobony”, „zagrożenie duchowe”. Niektórzy żądają odwoływania andrzejek albo proszą o pisemne zgody na udział dziecka w zajęciach.

Tymczasem nauczyciele nie kryją zdziwienia. Dla nich lanie wosku to element przedszkolnego folkloru, tak samo jak bal karnawałowy czy dzień dyni. Żadnych rytuałów, żadnych „poważnych przepowiedni”, a już na pewno – żadnych treści światopoglądowych.

Dzieci zaś… po prostu świetnie się bawią. Dla nich to magiczny, trochę tajemniczy moment, który pobudza wyobraźnię i tworzy wspomnienia. A dokładnie o to chodzi w dzieciństwie.

„Potem rodzice będą płakać” – czyli jak sami odbieramy dzieciom radość

Co roku w social mediach pojawia się identyczny schemat: szkoła ogłasza zabawy andrzejkowe, większość rodziców przyjmuje to z uśmiechem, a potem pojawia się kilka głosów oburzenia. Argumenty bywają mocne – że to niezgodne z wiarą, że to tworzenie zamętu w głowie dziecka, że „potem rodzice będą płakać, bo sami zgodzili się na zabobony”.

Tymczasem specjaliści są zgodni: lanie wosku to symboliczna zabawa, która ma dużo więcej wspólnego z bajkami, teatrem i kreatywną narracją niż z jakimikolwiek praktykami duchowymi. Dzieci nie analizują tego w dorosły sposób. Nie traktują kształtu z wosku jak prawdziwej przepowiedni. Widzą w tym tylko frajdę i chwilę „magii”, którą za kilka lat będą wspominać z uśmiechem.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy to dorośli nadają zwykłej zabawie dramatyczny ton.

Pozwólmy dzieciom być dziećmi – bo to nie wraca

Dzieciństwo składa się z krótkich, ulotnych momentów. Pierwszy bal, pierwsze przebranie, pierwsza zabawa z woskiem, która wydaje się wielką tajemnicą. Dorośli często martwią się o rzeczy, które dla dziecka nie mają absolutnie żadnego ciężaru. To właśnie my – rodzice – potrafimy skomplikować coś, co jest one day eventem pełnym śmiechu, brokatu i radosnego chaosu.

A przecież szkoda tych chwil. Za kilka lat nasze dzieci przestaną wierzyć w Mikołaja, bajkową magię i to, że z wosku można odczytać przyszłość. Zanim staną się nastolatkami z telefonami w rękach i sceptycznym podejściem do wszystkiego, mamy tylko krótki czas, w którym wciąż patrzą na świat szeroko otwartymi oczami.

Pozwólmy im więc lać ten wosk, śmiać się z dziwnych kształtów i próbować zgadnąć, czy to bardziej „pies”, czy „statek kosmiczny”.

Bo jedyne, o co naprawdę możemy „płakać”, to o chwile, których sami im zabroniliśmy.

Zobacz także: „Mój syn chodzi na religię, a na lekcji wychowawczej leje wosk. Nie ma na to mojej zgody”

Reklama
Reklama
Reklama