Reklama

Jak podaje rp.pl, prognozy nie pozostawiają złudzeń – średnia temperatura może być wyższa o 1,46 st. C od normy, a już w czerwcu możliwe są dni z temperaturą sięgającą 30 st. C. W praktyce oznacza to przegrzane sale lekcyjne, spadek koncentracji uczniów i realne zagrożenie dla zdrowia. Dla wielu rodzin to nie abstrakcja, ale codzienność: dziecko wracające ze szkoły wyczerpane, odwodnione, często z bólem głowy.

Ministerstwo Edukacji Narodowej: brak jasnych przepisów

Resort edukacji przyznaje wprost: obecne przepisy nie określają maksymalnej temperatury, po której przekroczeniu zajęcia muszą zostać zawieszone. To oznacza, że decyzje w dużej mierze pozostają w rękach dyrektorów szkół.

MEN analizuje co prawda przepisy dotyczące pracy w wysokich temperaturach wspólnie z innymi resortami, ale na razie nie ma konkretnych zmian. Co więcej – projekt regulacji w tej sprawie został wstrzymany jeszcze w 2025 roku.

Kiedy szkoła może odwołać lekcje?

W praktyce wszystko zależy od warunków. Jeśli upał lub np. awaria wentylacji sprawią, że przebywanie w szkole będzie niebezpieczne, dyrektor może zawiesić zajęcia.

Jest jednak ważna zasada, o której wielu rodziców nie wie: jeśli przerwa trwa dłużej niż dwa dni, szkoła musi przejść na naukę zdalną.

To oznacza duże zmiany organizacyjne w domu – szczególnie dla rodziców młodszych dzieci.

Klimatyzacja? Raczej wyjątek niż standard

Choć temat klimatyzacji wraca co roku, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. W większości szkół wciąż jej nie ma.

Samorządy stawiają raczej na:

  • termomodernizację budynków,
  • poprawę izolacji,
  • doraźne rozwiązania, np. skracanie lekcji.

Nowe szkoły coraz częściej są projektowane z klimatyzacją, ale starsze placówki wciąż pozostają problemem. Miasta nie ukrywają: pełne wyposażenie szkół w klimatyzację to gigantyczne wydatki – nie tylko na montaż, ale też późniejsze utrzymanie i serwis.

Czy wakacje mogą zacząć się wcześniej?

To pytanie wraca coraz częściej – także wśród nauczycieli. Pojawiają się nawet pomysły, by kończyć rok szkolny wcześniej albo zaczynać go przed 1 września. Jednak MEN jasno komunikuje: na razie nie trwają żadne prace nad zmianą kalendarza roku szkolnego.

Dodatkowo silne jest przywiązanie do tradycyjnej daty rozpoczęcia nauki.

Co to oznacza dla rodziców? Na ten moment jedno jest pewne: nie ma planów skrócenia roku szkolnego z powodu upałów.

Zamiast tego trzeba przygotować się na:

  • doraźne decyzje dyrektorów,
  • możliwe przejścia na naukę zdalną,
  • zmiany organizacyjne w szkołach.

I choć temat powraca co roku, wygląda na to, że na systemowe rozwiązania – przynajmniej na razie – nie ma co liczyć.

Źródło: rp.pl

Zobacz także: Czy to koniec obowiązkowej matmy na maturze? Wszystko zależy od decyzji premiera

Reklama
Reklama
Reklama