Reklama

Od lat obserwuję świat dzieci i rodziców. Trendy przychodzą i odchodzą, ale mam wrażenie, że dziś zaczynamy wracać do… oddechu, zwyczajności, prostoty. Do zabawek, które bardziej przypominają nasze dzieciństwo, niż reklamę z przyszłości. I właśnie te zabawki ktoś nazwał „Retro Calm Toys”. I to jest nazwa, która naprawdę oddaje sedno.

Czym właściwie są „Retro Calm Toys”?

Nie ma tu migających świateł, plastikowych guzików, głośnej muzyczki ani komputerowego głosu. Zamiast tego są:

– miękkie pluszaki w pastelowych kolorach,
– króliczki, misie i lalki w stylu vintage,
– proste zabawki z tkaniny, które nie robią nic… poza byciem szmacianką.

Brzmi nudno?

Dzieci mówią: „To jest moje”. Bo mogą przytulić. Ułożyć. Nadać imię. Wymyślić historię. Bawić się bez końca — po swojemu. I właśnie to „po swojemu” jest tutaj kluczem.

Dlaczego dzieci wolą je od interaktywnych gadżetów?

Widzę to u rodziców, widzę u dzieci, widzę w swoich rozmowach: my — dorośli — jesteśmy przebodźcowani. A dzieci razem z nami.

Interaktywna zabawka robi za nie wszystko: mówi, gra, mruga, wydaje polecenia. Przy Retro Calm Toys dzieje się coś odwrotnego — to dziecko „włącza” zabawkę… swoją wyobraźnią. I nagle robi się ciszej w domu, mniej spinania się, więcej zabawy w stylu „udajemy, że…”, więcej bliskości i przytulania.

Rodzice mówią mi często: „Wreszcie widzę swoje dziecko spokojne. Tak normalnie spokojne.”. I to chyba największy komplement dla każdego trendu.

Trochę jak nasze dzieciństwo. I to jest piękne

Pamiętasz swoje ulubione zabawki? Takie, które były „zwykłe”, ale jednocześnie całym Twoim światem? Ja pamiętam. Dlatego kiedy patrzę na te pastelowe misie i króliczki, na lalki w bawełnianych sukienkach, na miękkie maskotki „jak z dawnych czasów”, to myślę sobie: "Dzieci nie potrzebują fajerwerków — potrzebują relacji". A zwykła, miękka zabawka potrafi ją zbudować.

Czy to oznacza koniec interaktywnych zabawek?

Nie, ale może oznacza powrót równowagi i bardzo mnie to cieszy, bo kiedy dziecko ma obok siebie: jedną prostą, ukochaną zabawkę, która nie krzyczy, nie wymaga ładowania, nie narzuca scenariusza to nagle okazuje się, że ono potrafi… być ze sobą. A my — rodzice — możemy po prostu być obok.

Co mnie w tym trendzie najbardziej porusza?

To, że „Retro Calm Toys” nie są tylko ładną modą. One odpowiadają na realną potrzebę. Potrzebę spokoju, bezpieczeństwa, delikatności i zwyczajności. Dla dzieci, ale i dla nas. I może właśnie dlatego ten trend tak bardzo „robi”, nawet jeśli brzmi niepozornie. Bo my wszyscy — trochę zmęczeni światem — tęsknimy za czymś miękkim, cichym i prostym.

A Ty? Jakie zabawki wybiera Twoje dziecko?

Czy widzisz u siebie ten trend? Czy Twoje dziecko też wraca do prostych, przytulnych, „jak z dawnych lat” zabawek?

Jestem bardzo ciekawa — daj znać w komentarzu. Bo być może „Retro Calm Toys” to nie tylko moda. Może to początek czegoś większego. Powrotu do… spokoju.

Reklama
Reklama
Reklama