Reklama

Chcemy dzieci. Nie chcemy widzieć, skąd się biorą

Zacznijmy od liczb, bo te akurat nie kłamią i nie da się ich zbyć wzruszeniem ramion. Współczynnik dzietności w Polsce spadł w 2025 roku do 1,068 i jest to najniższy wynik w naszej powojennej kraju. Dla porównania: liczba 2,1 to tak zwany poziom zastępowalności pokoleń, czyli średnia liczba dzieci, jaką musiałaby urodzić statystyczna kobieta, żeby liczba ludności się nie zmniejszała – dwoje "zastępuje" rodziców, reszta rekompensuje te dzieci, które z różnych powodów nie doczekają własnego potomstwa. Polska jest od tego poziomu ponad dwukrotnie niżej. W 2025 roku urodziło się 238 tysięcy dzieci – najmniej, odkąd GUS w ogóle liczy takie rzeczy, przy 168 tysiącach zgonów. Polska kurczy się w tempie, które demografowie opisują jako katastrofę.

Teoretycznie więc każda ciąża powinna być tu małym powodem do narodowej ulgi. W praktyce, kiedy ta ciąża staje się widoczna, publiczna, cielesna, coś w nas się zacina i cały ten narodowy apel można by streścić jednym zdaniem: Matko Polko, rodź, ale wcześniej zapnij się pod szyję.

"Kiedyś ciężarne ubierały się elegancko"

Latem tego roku Monika Brodka, która jest obecnie w drugiej ciąży, zagrała koncert z odsłoniętym, zaokrąglonym brzuchem. Nie było w tym nic prowokacyjnego, artystka po prostu wyglądała tak, jak wygląda kobieta w ciąży, która nie chce się chować pod luźnym swetrem. Pod zdjęciami i nagraniami posypały się jednak komentarze, które trudno czytać bez zaciśniętych pięści. Padło słowo "niesmaczne", padło oskarżenie o "zero szacunku do stanu, jakim jest ciąża". Ktoś dopisał, że to "tak intymna i osobista odmiana", więc nie powinna być wystawiana na widok publiczny. Inni podsumowywali krótko: młodym kobietom brakuje dziś "dyskrecji" i "szacunku do siebie".

Monika Brodka w ciąży podczas występu na scenie
Monika Brodka w ciąży podczas występu na scenie instagram/erste letnie brzmienia

Podobny los spotkał Malwinę Buss, aktorkę sfotografowaną na spacerze z odsłoniętym fragmentem brzucha. Padły uwagi, że "kiedyś ciężarne ubierały się elegancko", że goły brzuch "wygląda brzydko". Komentarze poszły jednak o krok dalej niż przy Brodce – w stronę udawanej troski o dziecko. Ktoś zapytał wprost, czy maluch na pewno czuje się bezpiecznie, skoro matka ośmieliła się nie zapiąć bluzki do końca. Sugestia, że pokazanie własnego ciała jest formą krzywdzenia dziecka, którego jeszcze nawet nie ma na świecie to zwykły emocjonalny szantaż w przebraniu troski.

Nie tylko Polska

Kilka tygodni wcześniej internet oskarżył Anne Hathaway, że jej ciążowy brzuch, pokazany na premierze filmowej, jest sztuczny. "Dlaczego ten brzuch wygląda na sztuczny?" – pytał ktoś w komentarzu, który zebrał blisko sześć tysięcy polubień. Hathaway odpowiedziała krótko, na Instagramie: "Fake hair, real bump" – sztuczne włosy, prawdziwy brzuch. Riposta zabawna, ale dobrze pokazuje, jak absurdalny poziom kontroli osiągnęliśmy: nie wystarczy już oceniać, jak kobieta w ciąży wygląda. Trzeba jeszcze zdecydować, czy w ogóle wolno jej wyglądać tak, jak wygląda naprawdę.

Anne Hathaway oczekuje obecnie 3. dziecka
Anne Hathaway oczekuje obecnie 3. dziecka Getty Images/Emma McIntyre/FilmMagic

Kim Kardashian kilka lat temu opowiadała, jak podczas pierwszej ciąży media porównywały jej sylwetkę do orki, zestawiając ją z ciężarną w tym samym czasie księżną Kate pod hasłem "Waif versus Whale" – "chuderlawa kontra wieloryb". Po latach przyznała, że to doświadczenie "naprawdę ją złamało". Jej siostra Khloé usłyszała z kolei, że jej brzuch jest "podejrzanie mały" – podobnie jak Chrissy Teigen i Claire Holt. Dotyczy to też zwykłych kobiet, nie tylko gwiazd. Australijska influencerka Hannah Polites, obserwowana przez ponad milion osób, usłyszała, że jej brzuch jest zbyt duży, a dziecko "na pewno urodzi się chore" – mimo regularnych treningów i diety konsultowanej z dietetykiem.

Ciało do ukrycia, obowiązek do wypełnienia

Wszystkie te historie, polskie i zagraniczne, układają się w jeden, bardzo konkretny i powtarzalny wzorzec: kobieta w ciąży ma być - jednocześnie - święta i niewidzialna. Ma urodzić, bo tego oczekuje od niej naród, demografia, rodzina, kościół. Nie ma jednak prawa tej ciąży nosić w sposób zbyt dumny, zbyt widoczny, zbyt cielesny. Brzuch może istnieć. Nie może być pokazany z satysfakcją.

Ciało kobiety w tej narracji nigdy nie należy w pełni do niej – jest przedmiotem troski państwa, sąsiadki spod bloku i anonimowego konta na X. Wolno je oceniać, komentować, dyscyplinować. Nie wolno mu tylko jednego: być pokazywanym z dumą i bez przepraszania.

Najbardziej gorzkie jest to, że najgłośniej krzyczą w tych komentarzach nie anonimowi trolle, ani nie mężczyźni z awatarem orła, a inne kobiety. Kobiety, które same nosiły lub noszą pod sercem dziecko, piszące do innej kobiety, że ta "nie szanuje" swojego stanu, pokazując go światu. Trudno o smutniejszy dowód na to, jak głęboko zinternalizowałyśmy przekonanie, że kobiece ciało powinno się kulić, zasłaniać i przepraszać za to, że w ogóle zajmuje przestrzeń.

Na koniec zostaje kraj, który chce więcej urodzeń, ale nie potrafi patrzeć na ciążę inaczej niż przez pryzmat wstydu i zostaje kobieta, która wie, że jej ciało w tym akurat stanie i tak zostanie ocenione: za dużo pokazała albo za mało się ukryła, za dumnie stanęła albo zbyt "sztucznie" wygląda. Nie ma tu wersji, w której po prostu jest sobą, w ciąży, i nikomu nic do tego.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...