Reklama

Mój syn chodzi do pierwszej klasy. Ma na imię Krzyś. Jest bardzo wrażliwy, trochę nieśmiały i niesamowicie uzdolniony plastycznie. Potrafi godzinami wycinać, malować, rysować. Wielkanoc uwielbia właśnie za to – za pisanki, kolorowe gałązki, zajączki z papieru, ozdoby na oknach i wspólne przygotowywanie śniadania.

Nie jesteśmy rodziną wierzącą. Krzyś nie chodzi na religię, nie będzie szedł do komunii. Nigdy tego przed nim nie ukrywaliśmy, ale też nie robiliśmy z tego wielkiej sprawy. W naszym domu święta obchodzi się świecko, bardziej jako rodzinną tradycję niż wydarzenie religijne.

Nie święcimy palm, nie idziemy z koszyczkiem do kościoła, nie siadamy do świątecznej mszy. Ale pieczemy mazurka, robimy pisanki, stroimy dom i siadamy razem do uroczystego śniadania. Dla mnie właśnie na tym polegają święta – na byciu razem.

„Nie możesz robić pisanek, skoro nie wierzysz”

Nie wiem nawet dokładnie, jak ten temat wyszedł. Pewnie dzieci rozmawiały w klasie o tym, co będą robić przed świętami. Jedno dziecko mówiło o święceniu koszyczka, drugie o palmie. Krzyś opowiedział, że będzie malował jajka i robił z tatą dekoracje.

I wtedy miał usłyszeć, że nie powinien.

„Ty nie możesz obchodzić świąt, bo nie chodzisz na religię” – powiedział mu kolega. Ktoś inny dorzucił, że skoro nie będzie miał komunii, to nie powinien mieć też pisanek i prezentów od zajączka.

Kiedy Krzyś wrócił ze szkoły, był wyraźnie przygaszony. Zapytał mnie: „Mamo, to my naprawdę nie możemy obchodzić świąt?”.

Serce mi pękło.

Bo jak wytłumaczyć siedmiolatkowi, że inni ludzie próbują mu odebrać coś, co kocha, tylko dlatego, że nasza rodzina żyje trochę inaczej?

Dzieci powtarzają to, co słyszą w domu

Nie mam pretensji do tych dzieci. One mają siedem lat. Powtarzają to, co usłyszą od dorosłych. Mam za to ogromny żal do wszystkich, którzy wciąż uważają, że święta są „tylko dla wierzących” i że jeśli ktoś nie chodzi do kościoła, to powinien siedzieć cicho i nie robić pisanek.

Przecież Wielkanoc to także część naszej kultury i tradycji. Tak samo jak choinka w Boże Narodzenie, topienie marzanny czy robienie palm z bibuły w przedszkolu. Wiele rodzin obchodzi święta po swojemu – jedni religijnie, inni bardziej symbolicznie. I naprawdę nikomu nic do tego.

Nie chcę, żeby moje dziecko już w pierwszej klasie miało poczucie, że jest „gorsze”, „dziwne” albo że czegoś mu nie wolno. Nie chcę, żeby tłumaczył się kolegom z tego, dlaczego nie chodzi na religię.

To nasza sprawa.

Odczepcie się od naszych świąt

Krzyś będzie robił pisanki. Będzie wycinał papierowe zajączki, układał rzeżuchę na stole i czekał na wspólne śniadanie. Tak samo jak tysiące innych dzieci. I nie, nie potrzebuje do tego zgody kolegów, katechetki ani obcych dorosłych.

Naprawdę chciałabym, żebyśmy wreszcie przestali zaglądać innym do domów i decydować, kto „ma prawo” do świąt, a kto nie. Jedni idą do kościoła, inni nie. Jedni święcą koszyczek, inni pieką babkę i oglądają razem bajki.

I to wszystko jest w porządku.

Najbardziej boli mnie to, że moje dziecko wróciło ze szkoły z przekonaniem, że nie wolno mu cieszyć się czymś, co dla niego jest po prostu piękną tradycją. A przecież święta powinny być właśnie o tym – o radości, bliskości i poczuciu, że jest się u siebie.

Komentarz redakcji:

Każda rodzina ma prawo przeżywać święta po swojemu – religijnie, świecko albo kulturowo. Dziecko nie powinno być oceniane ani wykluczane dlatego, że nie chodzi na religię czy nie przystępuje do komunii. Najważniejsze jest to, by czuło się akceptowane i bezpieczne.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Rodziny załamane kosztami Wielkanocy. „Nie zaproszę bliskich, bo będzie wstyd”

Reklama
Reklama
Reklama