Nauczyciele nie chcą już pracować za darmo na wycieczkach szkolnych. MEN ma propozycję
Dodatek za wycieczki szkolne ma być odpowiedzią MEN na problem dodatkowych godzin pracy nauczycieli podczas szkolnych wyjazdów. Resort przedstawił wstępną propozycję rekompensaty, ale bez wskazania stawek.

9 marca 2026 r. na posiedzeniu grupy roboczej do spraw wynagrodzeń nauczycieli w Ministerstwie Edukacji Narodowej pojawił się konkretny kierunek: rekompensata za dodatkowe godziny pracy podczas wycieczek szkolnych.
Wstępny plan zakłada ryczałt w innej wysokości dla wycieczki jednodniowej oraz w innej dla wyjazdu trwającego dwa lub trzy dni. Na tym etapie nie ma jednak stawek ani wyliczeń – mowa jest o procencie wynagrodzenia, a w tle mają trwać rozmowy z ministrem finansów.
Po przedstawieniu propozycji MEN strona społeczna dostała trzy tygodnie na odniesienie się do pomysłu, co oznacza termin do końca marca. Związkowcy sygnalizują, że przedstawione rozwiązania są wstępne i wymagają dopracowania.
W praktyce to ważna informacja dla rodziców i szkół: jeśli wyjazdy wiosenne i „zielone szkoły” mają wrócić do normalnego rytmu, dyrektorzy potrzebują jasnych zasad – zwłaszcza gdy w grę wchodzą kilkudniowe wyjazdy, odpowiedzialność opiekuńcza i realny czas pracy poza lekcjami.
Dlaczego wycieczki szkolne wzbudzają tyle emocji?
W wielu szkołach spór dotyczy tego, kiedy nauczycielowi przysługuje wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe. Zgodnie z opisanymi zasadami płatne są przede wszystkim faktycznie przeprowadzone zajęcia dydaktyczne, z wyjątkami – m.in. gdy zamiast lekcji realizowane są zajęcia opiekuńcze lub wychowawcze, albo gdy zajęcia indywidualne nie odbyły się z przyczyn niezależnych od nauczyciela, mimo gotowości do pracy. Tam, gdzie wcześniej wypłacano pieniądze także w innych sytuacjach, pojawia się dziś poczucie straty.
Problem najmocniej uderza w kilkudniowe wyjazdy, w tym „zielone szkoły”, które w wielu szkołach zostały ograniczone. Powód jest prosty: samorządy i dyrektorzy mają być „w zawieszeniu”, bo nie wiedzą, za co i czy w ogóle mają płacić nauczycielom, skoro nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji czasu pracy. Nauczyciele z kolei domagają się wynagrodzenia i nie chcą brać udziału w wyjazdach.
Część pedagogów ma otrzymywać pieniądze za nadgodziny dopiero wtedy, gdy się o nie upomni. To przekłada się na decyzje organizacyjne: czy szkoła bierze na siebie koszt i ryzyko, czy rezygnuje z wyjazdu.
Nauczyciele czekają na decyzję
W tle jest uchwała Sądu Najwyższego z 26 lutego 2025 r. (III PZP 3/24). Wskazano w niej, że praca nauczyciela ponad normę czasu pracy wynikającą z Karty Nauczyciela może być traktowana jako praca w godzinach nadliczbowych w rozumieniu Kodeksu pracy.
Opisana sprawa dotyczyła nauczycielki z liceum, która przepracowała 377 godzin ponadwymiarowych i wniosła pozew o zapłatę 31 862,36 zł wraz z ustawowymi odsetkami. Jednocześnie podkreślono, że MEN nie wdrożyło w praktyce tego rozstrzygnięcia ani nie przedstawiło konkretnych rozwiązań legislacyjnych.
– Czekamy na jednoznaczne stanowisko MEN. Nie sądzę, aby urzędnicy wymyślili coś innego niż sentencja wyroku, z którego jasno wynika, że nauczycielom przysługuje wynagrodzenie za dodatkową pracę na zasadach kodeksowych. Nauczyciele oczekują deklaracji ministerstwa w tym zakresie. Tym bardziej że wkrótce rozpocznie się okres wycieczek szkolnych – komentuje sprawę szef ZNP Sławomir Broniarz.
Źródła: forsal.pl, wprost.pl
Zobacz także: Świetlice czynne do 20:00? Nauczyciele załamują ręce, rodzice proszą: „Nie mamy wyjścia”