Nauczyciele o zakazie telefonów w szkołach: „Dzieci nie muszą co chwilę kontaktować się z rodzicami”
Zakaz telefonów w szkołach ma wejść w życie od 1 września 2026 r. i objąć szkoły podstawowe. MEN kończy prace nad zmianą przepisów, o czym mówiła w Olsztynie ministra edukacji Barbara Nowacka. Nauczyciele w rozmowie z „Faktem” popierają zakaz używania telefonów na lekcjach i przerwach.

W szkołach podstawowych temat telefonów od dawna wywoływał napięcie, a zapowiedź przepisów MEN przyniosła wielu nauczycielom wyraźną ulgę. Plan jest konkretny: zakaz telefonów w szkołach ma objąć używanie telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych podczas lekcji i przerw, a start ma nastąpić 1 września 2026 r.
Ministra edukacji Barbara Nowacka mówiła o tym w Olsztynie, podkreślając, że to „decyzja przyspieszona” po rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem.
Taki zakaz powinien być w szkołach od dawna?
To, co najmocniej wybija się w wypowiedziach nauczycieli, z którymi rozmawiał „Fakt”, to zmęczenie ciągłym tłumaczeniem tych samych reguł. Wskazują, że szkoły próbowały ograniczać telefony, ale brakowało im mocnego oparcia w przepisach i pojawiały się spory z częścią rodziców.
Teraz emocje są inne: zamiast poczucia bezradności pojawia się przekonanie, że będzie wreszcie jedna, czytelna zasada dla wszystkich. Nauczyciele mówią o satysfakcji, że temat, zgłaszany od lat, ma szansę zostać domknięty ustawą.
– Bardzo dobrze. Szkoda, że dopiero teraz – mówi pan Tomasz, zastępca dyrektora szkoły podstawowej w Toruniu. – Uczniowie mogą mieć telefony w plecakach. Niech je trzymają, gdzie chcą, nawet w skarpetkach, byle nie używali ich na lekcjach – dodaje.
Uczniowie zatracili się w cyfrowym świecie
Inny rodzaj emocji przebija z obserwacji terapeutki integracji sensorycznej z Małopolski, pani Katarzyny. Opisuje ona szkolne korytarze jako miejsce, gdzie dzieci częściej patrzą w ekran niż w siebie nawzajem. W jej ocenie to nie jest drobny problem „na przerwie”, tylko coś, co zostawia ślad w aktywności i relacjach.
– To bardzo dobry pomysł. Jak przechodzę korytarzem, widzę, że mało które dziecko rozmawia z innym. Każdy siedzi z telefonem w ręce i patrzy w ekran – podkreśla.
– Dzieci są w szkole pod opieką od rana do popołudnia. Nie muszą co chwilę kontaktować się z rodzicami. Telefon nie jest im tam potrzebny – zaznacza.
Mówi o dzieciach mniej ruchliwych, o słabszej formie i o tym, że temat wybrzmiewa także w rozmowach z nauczycielem wychowania fizycznego. W tej perspektywie zakaz ma być próbą odzyskania przerw jako czasu na oddech i kontakt z rówieśnikami.
Dwa wyjątki od zakazu
MEN zapowiada tylko dwa wyjątki od zakazu. Pierwszy ma dotyczyć sytuacji edukacyjnych: zgoda nauczyciela, uzasadniona względami dydaktyczno-wychowawczymi.
Drugi jest zdrowotny: gdy uczeń musi korzystać z telefonu komórkowego lub innego urządzenia elektronicznego ze względu na chorobę lub niepełnosprawność.
W rozmowach pojawiają się przykłady rozwiązań medycznych, takich jak pompa insulinowa i czujniki medyczne.
Jak zakaz będzie egzekwowany?
Z zapowiedzi wynika, że telefon będzie można wnieść na teren szkoły, ale nie będzie można z niego korzystać podczas pobytu w szkole podstawowej. Jednocześnie MEN ma nie narzucać placówkom jednego rozwiązania organizacyjnego, więc praktyka może wyglądać różnie.
Wątek jest istotny także emocjonalnie: nauczyciele liczą, że szkoła zyska narzędzie, a nie kolejną biurokratyczną procedurę. W szkołach ponadpodstawowych zasady mają być określane autonomicznie w statutach tych szkół, a MEN przypomina, że ponad 50 proc. szkół w ostatnich latach wprowadziło takie ograniczenia.
Źródło: fakt.pl
Zobacz także: Zapasy rodziców z nauczycielami to nowy sport narodowy. Wiadomość z Librusa jeży włos na głowie