Reklama

Pracuję w prywatnym przedszkolu w Warszawie i z roku na rok widzę coraz wyraźniej jeden niepokojący trend. Do oferty naszej placówki dołączane są kolejne zajęcia dodatkowe – języki obce, bo przecież angielski to już za mało, robotyka, „mały naukowiec”, zajęcia sportowe, szachy, podstawy baletu, rytmika premium.

Wszystko prowadzone przez zewnętrzne firmy, za dodatkową opłatą. Nierzadko to nawet 300 zł miesięcznie, do tego, co rodzice już płacą w czesnym.

Rodzice zapisują dzieci masowo. Czasem mam wrażenie, że im więcej zajęć, tym lepiej – jakby dzieci były projektami do zoptymalizowania. A ja codziennie patrzę na trzylatki i czterolatki, które są po prostu zmęczone.

Na naukę przyjdzie jeszcze czas

Małe dzieci nie potrafią skupić się przez 45 minut, a często nawet przez 20. Dla wielu pięć minut to już wyczyn. To zupełnie normalne, ich mózgi, ich układy nerwowe dopiero się kształtują. Trzylatek potrzebuje ruchu, swobodnej zabawy, biegania, budowania z klocków, rysowania, rozmów z innymi dziećmi. A nie kolejnej zorganizowanej aktywności, w której ktoś każe mu siedzieć w kółku i słuchać albo robić coś według schematu.

Widzę, jak dzieci w połowie takich zajęć zaczynają się wiercić, patrzeć w sufit, szukać kolegów. Nie dlatego, że są „niegrzeczne”, tylko dlatego, że ich mózgi nie są jeszcze gotowe na taki tryb pracy. A nie oszukujmy się, nie wszyscy są stworzeni do pracy z dziećmi i niektórzy prowadzący biorą takie zachowanie do siebie.

Rodzice kupują sobie spokój i poczucie, że robią coś więcej

Mam wrażenie, że te zajęcia są bardziej dla rodziców niż dla dzieci. Dają im poczucie, że inwestują, że nie marnują czasu, że robią coś ekstra. Tylko że to często jest iluzja. Bo właśnie marnują. Może nie czas, ale dzieciństwo własnych dzieci i pieniądze, choć tego akurat im nie jest żal.

Małe dziecko nie potrzebuje trzech języków obcych w tygodniu. Potrzebuje czasu, nudy, swobody i zabawy. A zamiast tego dostaje grafik wypełniony zajęciami i zmęczenie.

Rodzice wydają ogromne pieniądze, a w zamian dostają przeładowane dzieci, którym odbiera się dzieciństwo. I to jest dla mnie najsmutniejsze. Bo w tym wieku największą wartością nie jest „rozwój”, tylko beztroska.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Te dzieci nie mają problemów z nauką. Rodzice pilnują 5 zasad w domu

Reklama
Reklama
Reklama