„Nie jedziemy na narty ani zimowiska”. Tak wyglądają ferie większości rodzin
Nie jedziemy na narty ani zimowiska. Nie mamy wykupionego hotelu w górach, nie pakujemy kombinezonów, nie bierzemy urlopu na dwa tygodnie. I im dłużej trwają ferie, tym bardziej widzę, że tak właśnie wyglądają zimowe przerwy większości rodzin, choć w sieci wciąż dominuje zupełnie inny obraz.

Ferie z Instagrama to nie jest codzienność
Jeśli spojrzeć na media społecznościowe, można odnieść wrażenie, że wszyscy wyjechali. Narty, alpejskie stoki, dzieci w kaskach, uśmiechnięci rodzice z kubkiem kawy na tarasie. To ładne obrazy, ale mają jedną wadę – nie pokazują rzeczywistości większości rodzin.
Bo prawda jest taka, że ferie bardzo często wyglądają znacznie prościej. Rodzice pracują, dzieci są w domu albo pod opieką bliskich, a zimowa przerwa bardziej przypomina logistyczne żonglowanie niż urlop. I nie ma w tym nic dziwnego, choć przez lata próbowano nam wmówić, że „tak nie powinno być”.
Dlaczego nie jedziemy? Bo życie
Nie chodzi tylko o pieniądze, choć one oczywiście mają znaczenie. Wyjazd na narty to dziś koszt, który dla wielu rodzin jest po prostu nieosiągalny albo zupełnie nie na pierwszym miejscu listy potrzeb. Ale są też inne powody, o których rzadko się mówi.
Nie każdy może wziąć urlop w tym samym czasie co ferie. Nie każdy ma możliwość pracy zdalnej. Nie każdy ma siłę na organizowanie wyjazdu, pakowanie sprzętu, stres związany z podróżą i pogodą. Czasem zwyczajnie nie chcemy robić z ferii kolejnego projektu do zrealizowania. I to też jest w porządku.
Ferie w domu nie są porażką wychowawczą
Przez długi czas funkcjonowało przekonanie, że „dobre ferie” to takie, które są aktywne, wyjazdowe i maksymalnie wypełnione atrakcjami. Tymczasem coraz więcej rodziców mówi wprost: dzieci wcale tego nie potrzebują w takiej skali, jak nam się wydawało.
Ferie w domu to często wolniejsze poranki, późniejsze wstawanie, wspólne śniadania, czas na zwykłą nudę. Dzieci bawią się dłużej jedną zabawką, oglądają filmy, których nie ma czasu obejrzeć w roku szkolnym, spotykają się z kolegami z osiedla. To nie są stracone dni. To po prostu inny rodzaj odpoczynku.
Zimowiska? Coraz rzadziej „obowiązkowe”
Jeszcze kilka lat temu wysłanie dziecka na zimowisko było dla wielu rodzin oczywistym elementem ferii. Dziś coraz częściej słyszę, że rodzice z tego rezygnują – z powodów finansowych, organizacyjnych albo dlatego, że dzieci zwyczajnie nie chcą wyjeżdżać same.
I znów: to nie jest oznaka zaniedbania. To znak, że zaczynamy słuchać realnych potrzeb dzieci, a nie tylko schematów, które przez lata funkcjonowały jako jedyna słuszna opcja.
Większość rodzin jest w podobnym miejscu
Najbardziej uwalniające w tym wszystkim jest odkrycie, że nie jesteśmy wyjątkiem. Kiedy zaczyna się rozmawiać szczerze – bez filtrów i porównań – okazuje się, że ogromna część rodzin spędza ferie bardzo podobnie. Bez nart, bez wyjazdów, bez spektakularnych planów.
To, że ten obraz rzadziej przebija się do internetu, nie oznacza, że jest mniej prawdziwy. Wręcz przeciwnie – to on jest normą, tylko przez lata pozostawał niewidoczny.
Może właśnie o to chodzi w feriach 2026?
Coraz częściej myślę, że ferie nie muszą być „jakieś”. Nie muszą być ani ambitne, ani efektowne. Mogą być zwyczajne. Spokojne. Dopasowane do życia, a nie do oczekiwań z zewnątrz.
Jeśli nie jedziemy na narty ani zimowiska, to nie znaczy, że dzieci coś tracą. Czasem wręcz przeciwnie – zyskują przestrzeń, w której nic nie trzeba udowadniać. Ani im, ani sobie.
I być może właśnie dlatego tak wiele rodzin zaczyna mówić to samo: nasze ferie wyglądają inaczej. I to jest w porządku.