Reklama

Przez lata obserwowałam zmiany w podejściu do rodzicielstwa. Najpierw był zachwyt stymulacją, potem Montessori, potem rozwój za wszelką cenę, zajęcia dodatkowe, talenty, potencjały, „żeby nie zmarnować”. Dziś widzę coś zupełnie innego. Zmianę, która nie krzyczy. Raczej wzrusza ramionami i mówi: dość.

Nie wychowuję dziecka pod sukces. I coraz częściej słyszę to samo od innych rodziców – w rozmowach po cichu, bez ideologii, bez deklaracji. Tak rodzi się „Enough kids”.

Zmęczenie narracją: możesz być kim chcesz

Przez lata wmawialiśmy dzieciom, że mogą być wszystkim. Brzmiało to wspierająco, ale niosło w sobie ciężar, którego długo nie dostrzegaliśmy. Skoro możesz być wszystkim, to znaczy, że jeśli kimś nie zostaniesz – to twoja wina.

Widzę dzieci, które już w podstawówce wiedzą, że „powinny coś osiągnąć”. Widzę rodziców, którzy – w dobrej wierze – pilnują, żeby niczego nie przegapić. Języki, sporty, konkursy, certyfikaty. Wszystko po to, by „mieć dobry start”. Tylko że ten start coraz częściej kończy się zmęczeniem jeszcze przed dorosłością.

„Enough kids”, czyli wystarczy być dzieckiem

„Enough kids” to nie bunt przeciw ambicji. To nie jest trend antyrozwojowy ani pochwała bylejakości. To raczej ciche przesunięcie akcentów.

Wystarczy, że dziecko:

  • ma prawo nie wiedzieć, kim chce być,

  • może się nudzić bez poczucia winy,

  • nie musi monetyzować swoich talentów,

  • nie jest wizytówką rodzica.

To dzieci, które nie są prowadzone za rękę w stronę sukcesu, tylko idą obok dorosłych, którzy nie boją się odpuścić.

Rodzice też mówią: dość

Ten trend nie wziął się znikąd. Jest odpowiedzią na zmęczenie dorosłych. Na rodziców, którzy zrozumieli, że wychowanie pod sukces bardzo często oznacza życie w permanentnym napięciu.

Znam matki, które mówią wprost: nie chcę już planować życia mojego dziecka jak strategii kariery. Znam ojców, którzy rezygnują z kolejnych treningów, bo widzą, że dziecko po prostu chce wrócić do domu.

„Enough kids” to także ulga dla dorosłych. Zgoda na to, że nie wszystko da się przewidzieć, zaplanować i zoptymalizować.

Dziecko nie musi być wyjątkowe, żeby było ważne

Jednym z najbardziej uwalniających zdań, jakie ostatnio usłyszałam, było: moje dziecko nie musi być wyjątkowe. W świecie, który obsesyjnie celebruje wyjątkowość, to niemal kontrowersyjne. A jednak w „Enough kids” chodzi właśnie o to – o odejście od presji bycia najlepszym, najszybszym, najzdolniejszym. O zgodę na przeciętność rozumianą nie jako porażkę, ale jako przestrzeń do bycia w kontakcie ze sobą. Dziecko nie musi błyszczeć. Wystarczy, że oddycha spokojnie.

Co zostaje zamiast sukcesu?

Zamiast sukcesu – relacja. Zamiast celu – proces. Zamiast presji – ciekawość. Rodzice, którzy wpisują się w ten trend, częściej pytają: jak się czujesz?, a rzadziej: co osiągnąłeś?. Zostawiają więcej miejsca na rozmowę, mniej na ocenę. To wychowanie, które nie daje szybkich efektów do pokazania. Nie ma się czym pochwalić na wywiadówce ani na Instagramie. Ale ma coś innego – spokój.

Najcichszy trend 2026

„Enough kids” nie będzie miał konferencji ani głośnych kampanii. Nie trafi na billboardy. Będzie działo się w domach, przy kuchennych stołach, w drodze ze szkoły.

To trend rodziców, którzy nie chcą już wychowywać dzieci do świata, który sami uznali za zbyt wymagający. I którzy wierzą, że odporność psychiczna, poczucie własnej wartości i wewnętrzny kompas są ważniejsze niż kolejne osiągnięcia. Nie wychowanie pod sukces. Wychowanie pod życie. I być może to jest największa zmiana, jaką zobaczymy w 2026 roku.

Reklama
Reklama
Reklama