„Pracuję w Primarku i boję się o to pokolenie. Zachowanie nastolatek mną wstrząsnęło”
Napisała do nas mama 8-letniej dziewczynki. Na co dzień pracuje w sklepie odzieżowym i – jak sama przyznaje – do tej pory wiele widziała. Sytuacja z minionego weekendu sprawiła, że wróciła do domu z czymś więcej niż zmęczeniem. „Wracałam z pracy i myślałam tylko o jednym: czy dam radę nauczyć córkę jakichkolwiek wartości?” – czytamy w jej mailu.

Natalia (imię zmienione na prośbę czytelniczki) pracuje w handlu od kilku lat. Przyzwyczaiła się do tempa, bałaganu i emocji, które towarzyszą wyprzedażom. „Nie oburzają mnie porozrzucane ubrania. Taka specyfika pracy” – pisze. Tym razem jednak nie chodziło o rzeczy.
W sobotę, w godzinach największego ruchu, trzy nastolatki zajęły jedną z przymierzalni. Śmiech, głośne komentarze, nagrywanie filmików telefonem. „Nie mam nic przeciwko młodzieży. Sama byłam nastolatką. Problem zaczął się później” – relacjonuje.
Kiedy dziewczyny wyszły, w kabinie zostały porozrzucane ubrania, kilka rzeczy odwróconych na lewą stronę i rzuconych na podłogę, papierowe opakowania po przekąskach w kącie. „Najgorsze nie było to, że musiałam to posprzątać. Najgorsze było to, co usłyszałam chwilę później”.
Autorka listu podeszła do dziewczyn i – jak podkreśla – spokojnie zwróciła im uwagę. W odpowiedzi usłyszała: „Przecież ktoś tu sprząta, nie?”.
„Zrobiło mi się zwyczajnie przykro. Nie dlatego, że to ja sprzątam. Tylko dlatego, że w tym zdaniu nie było ani cienia refleksji, że za tą ‘kimś’ stoi człowiek” – pisze.
„Najbardziej bolała obojętność”
W liście powraca słowo, które pada kilka razy: obojętność.
Obok przymierzalni czekała starsza kobieta. Stała dłuższą chwilę, wyraźnie zmęczona. „Dziewczyny ją widziały. Jedna spojrzała i powiedziała do koleżanki: ‘Ale ona się patrzy’. I zaczęły się śmiać” – relacjonuje czytelniczka.
To właśnie ten moment, a nie bałagan, najbardziej ją poruszył. „Brakuje im uważności na drugiego człowieka. Skromności. Pokory. Świadomości, że nie są same na świecie” – pisze wprost.
Nie jest pedagogiem ani psychologiem. Jest mamą. I to – jak przyznaje – zmienia perspektywę.
„Mam 8-letnią córkę. Codziennie uczę ją mówić ‘dziękuję’, ustępować miejsca, odkładać rzeczy na miejsce. I nagle widzę dziewczyny, które kilka lat temu też miały osiem lat. I zaczynam się bać, kim wyrośnie moje dziecko”.
„Czy to już norma?”
W liście nie ma agresji wobec młodych ludzi. Jest raczej bezradność i pytanie, które – jak podejrzewamy – zadaje sobie dziś wielu rodziców.
„Może to tylko trzy dziewczyny. Może przesadzam. Ale takich sytuacji jest coraz więcej. Telefon ważniejszy niż człowiek. Śmiech zamiast ‘przepraszam’. Obojętność zamiast refleksji” – czytamy.
Autorka przyznaje, że wróciła tego dnia do domu wyjątkowo przygnębiona. „Patrzyłam na córkę i myślałam: zrobię wszystko, żeby wyrosła na dobrą, uważną osobę. Ale czy świat wokół jej w tym pomoże?”.
To pytanie zostawia bez odpowiedzi. My również.
Bo może nie chodzi o przymierzalnię w sklepie ani o porozrzucane ubrania. Może chodzi o coś znacznie większego – o to, czy uczymy nasze dzieci, że po drugiej stronie zawsze stoi drugi człowiek.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Zetki” są mniej inteligentne od poprzednich pokoleń? Korepetytor: „Oczekują gotowych rozwiązań”