Przed Wielkanocą nauczycielki obserwują w przedszkolu smutny trend. „Dzieci się boją”
Boją się, że rodzice o nich zapomnieli. Niby jest lepiej niż przed Bożym Narodzeniem, ale smutek w oczach dzieci pozostaje ten sam. Nauczycielki mówią wprost: dla niektórych rodziców czyste okna są ważniejsze niż dobro dziecka.

Dzieci zostają w placówce dłużej niż zwykle. Czekają. A przedszkola – zamiast być miejscem beztroski – zaczynają przypominać poczekalnie.
„Jeszcze tylko szybkie zakupy” – i robi się późno
Przed Wielkanocą, podobnie jak przed Bożym Narodzeniem, tempo życia przyspiesza – sprzątanie, zakupy, gotowanie, planowanie spotkań rodzinnych. Każdy dzień wypełniony jest po brzegi, więc wielu rodziców podejmuje decyzję, która wydaje się najprostsza: odbiorą dziecko później.
Myślą: „Muszę jeszcze podjechać do sklepu”, „Ogarnę wszystko, zanim wrócimy do domu”, „Tam ma dobrą opiekę, nic się nie stanie”.
Problem w tym, że gdy takie sytuacje zaczynają się powtarzać, tworzy się nowy schemat. Jak pokazują obserwacje nauczycieli, w okresie przedświątecznym późniejsze odbieranie dzieci przestaje być wyjątkiem, a staje się normą – i właśnie to budzi największy niepokój.
Dziecko nie patrzy na zegarek – tylko na drzwi
Dla dorosłego to „tylko godzina dłużej”. Dla kilkulatka – coś znacznie większego.
Nauczyciele opisują powtarzający się obrazek: dziecko siedzi, patrzy w okno albo na drzwi i reaguje na każdy ruch na korytarzu. Najpierw spokojnie, potem coraz bardziej nerwowo.
Bo dzieci nie funkcjonują według kalendarza, zegarka i listy zadań. Dla nich liczy się jedno – czy rodzic przyjdzie wtedy, kiedy obiecał. Gdy to się przesuwa, pojawia się napięcie, rozdrażnienie i zmęczenie.
Wielogodzinny pobyt w przedszkolu to dla dziecka realne obciążenie – zarówno fizyczne, jak i emocjonalne. Eksperci podkreślają, że optymalny czas to około 8 godzin dziennie, a jego wydłużanie prowadzi m.in. do przemęczenia i przebodźcowania – a przecież w okresie świątecznym dzieci i tak mają więcej emocji niż zwykle.
Przedszkole to nie „przechowalnia” – nawet przed świętami
Nie chodzi o ocenianie rodziców. Większość z nich po prostu próbuje „dowieźć” wszystko przed świętami. Ale nauczyciele coraz częściej zwracają uwagę na jedną rzecz: jeśli kilka dni z rzędu dziecko jest odbierane jako ostatnie, zaczyna to odczuwać bardzo wyraźnie: ma poczucie, że rodzic o nim zapomniał.
A przecież Wielkanoc – podobnie jak inne święta – powinna być dla dzieci czasem większej bliskości, a nie dłuższego czekania. Dlatego coraz częściej pojawia się apel, który brzmi zaskakująco prosto: może, zamiast odhaczać kolejne punkty z listy przygotowań, warto dotrzymać tej jednej obietnicy – „przyjdę po ciebie o tej samej porze”.
Bo dla dorosłego to tylko zmiana planu. Dla dziecka – poczucie bezpieczeństwa.
Zobacz także: Matka zapytała, czy w poniedziałek przedszkole będzie otwarte. Nauczycielka: „Bezczelność”