Reklama

W odpowiedzi na tę presję pojawia się nowy trend, który coraz wyraźniej widać w przedszkolach i szkołach. Nazywa się Quiet Costume.

Czym jest „Quiet Costume”?

Quiet Costume to podejście do balu karnawałowego, które stawia na prostotę. Zamiast strojów kupowanych specjalnie na jedną okazję, wybierane są kostiumy z poprzednich lat, po starszym rodzeństwie, z drugiej ręki albo takie, które dziecko już ma w domu. Nie chodzi o brak starań ani o rezygnację z zabawy. Chodzi o świadome wycofanie się z rywalizacji i presji, by strój robił wrażenie na dorosłych.

Skąd wziął się ten trend?

Rodzice coraz częściej mówią wprost, że bal karnawałowy przestaje być wydarzeniem dla dzieci. Zamiast radości, pojawia się napięcie, rozmowy pod salą, spojrzenia i porównania. Kto kupił nowy strój, kto zamówił droższy, kto „bardziej się postarał”.

Quiet Costume jest odpowiedzią na zmęczenie tym mechanizmem. To próba przywrócenia balowi sensu, który miał na początku. Zabawy, ruchu i swobody, bez poczucia, że coś trzeba udowadniać.

Dlaczego rodzice się o to kłócą?

Ten trend szybko zaczął dzielić dorosłych. Jedni widzą w nim ulgę i zdrowy rozsądek. Inni odbierają go jako odbieranie dzieciom wyjątkowości tego dnia albo obniżanie standardów.

Pojawia się też obawa, że prostszy strój sprawi, iż dziecko będzie się wyróżniać. W tej dyskusji znów jednak więcej jest lęków dorosłych niż realnych doświadczeń dzieci.

Jak widzą to dzieci?

Rozmowy z rodzicami pokazują jedno: dla dzieci strój rzadko jest najważniejszy. Liczy się to, czy można się bawić, tańczyć, biegać i nie czuć dyskomfortu. Czy nie trzeba co chwilę poprawiać maski, skrzydeł czy elementów, które przeszkadzają.

Wielu rodziców zauważa, że w prostszych kostiumach dzieci zostają na balu dłużej i rzadziej chcą wyjść po kilkunastu minutach. Komfort wygrywa z efektem.

Cisza zamiast występu

Quiet Costume wpisuje się w szerszą zmianę w podejściu do rodzicielstwa. Mniej występów, mniej pokazów i mniej porównywania się z innymi. Więcej skupienia na tym, co faktycznie służy dziecku, a nie na tym, jak wydarzenie wygląda z boku.

To nie jest bunt przeciwko balom ani przeciwko strojom. To raczej pytanie o to, komu ten bal ma się podobać.

Rosnące koszty, zmęczenie „idealnymi wydarzeniami” i potrzeba prostoty sprawiają, że coraz więcej rodzin szuka rozwiązań, które nie wymagają tłumaczeń ani usprawiedliwień.

Bal karnawałowy nie musi być pokazem. Dla części rodziców najbardziej wywrotne staje się dziś właśnie to, by pozwolić mu być zwykłą zabawą.

Zobacz także: Bal w przedszkolu miał trwać dwie godziny. Po trzydziestu minutach stałam już w szatni

Reklama
Reklama
Reklama