Reklama

Pewna matka podzieliła się z naszą redakcją poruszającą historią. Jej syn wrócił ze szkoły zapłakany i załamany po tym, jak został wyśmiany przez rówieśników z powodu nowej fryzury. Chłopiec, który z dumą poszedł do szkoły z nową stylizacją włosów, nie spodziewał się tak brutalnej reakcji otoczenia.

Chciał wyglądać modnie, ale wrócił z płaczem

Z relacji matki wynika, że chłopiec był podekscytowany zmianą wyglądu i cieszył się na powrót do szkoły. Niestety, zamiast aprobaty i komplementów, spotkała go fala drwin. Nazwano go „brokułem”, co wywołało w nim ogromny smutek i poczucie odrzucenia. Dzieci wyśmiewały go otwarcie na przerwach, a nikt ze szkoły – ani nauczyciele, ani pedagodzy – nie zareagował.

„Brokuł” – nowe przezwisko i szkolny koszmar

Jak relacjonuje matka w liście do redakcji mamotoja.pl, jej syn padł ofiarą szkolnego hejtu. Chociaż chłopiec nie miał na celu wyróżniania się czy prowokowania, jego wygląd stał się powodem okrutnych żartów. Przezwisko „brokuł” szybko się przyjęło i chłopiec stał się pośmiewiskiem wśród rówieśników. Sytuacja doprowadziła go do łez i załamania.

Matka nie kryje żalu i oburzenia. Jej zdaniem dzieci powinny być uczone empatii i szacunku, a szkoła powinna stanowić bezpieczne środowisko. Zamiast tego chłopiec przeżył upokorzenie i musiał zmierzyć się z brakiem reakcji ze strony dorosłych, którzy powinni być dla niego wsparciem.

wyśmiewanie w szkole
Zdaniem mamy szkoła powinna reagować na wszelkie przejawy hejtu wśród uczniów, fot. AdobeStock/Photographee.eu

Gdzie byli nauczyciele? Rodzice nie kryją złości

W swoim emocjonalnym liście matka chłopca wskazuje na zupełny brak reakcji ze strony personelu szkolnego. Twierdzi, że nikt nie zauważył lub nie chciał zauważyć, co się dzieje. Brak interwencji ze strony nauczycieli w sytuacji, gdy dziecko jest wyśmiewane, zdaniem rodziców, jest niedopuszczalny. W liście pojawiają się mocne słowa krytyki pod adresem szkoły i jej podejścia do problemu szkolnej przemocy psychicznej.

Rodzice chłopca są wściekli i nie zamierzają zostawić tej sprawy bez echa. Jak podkreśla matka, chodzi nie tylko o ich syna, ale o wszystkich uczniów, którzy mogą doświadczać podobnego traktowania. W liście apeluje do innych rodziców, aby nie bagatelizowali sygnałów ze strony dzieci i domagali się odpowiedzialności od placówek edukacyjnych.

Zdarzenie pokazuje, jak niewinna fryzura może stać się przyczyną poważnych problemów. Fryzura na brokuła – która miała być jedynie wyrazem niewinnego podążania za modą – doprowadziła do łez i upokorzenia. List tej matki to nie tylko osobiste świadectwo, ale także apel o większą empatię i odpowiedzialność. Wierzymy, że każdy uczeń ma prawo czuć się bezpiecznie i być akceptowany w szkole. Zachęcamy szkoły, rodziców i uczniów do otwartego dialogu i przeciwdziałania każdej formie wykluczenia.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Na tę 1 rzecz mądrzy rodzice nie szczędzą pieniędzy. To zaprocentuje w przyszłości

Reklama
Reklama
Reklama