Reklama

Debata o zakazie korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci do 15. roku życia wraca z nową siłą. W lutym ma zostać przedstawiony projekt ustawy, który jasno stawia granicę wiekową.

Impulsem do szerokiej dyskusji stał się między innymi wpis posła Łukasza Litewki, pod którym pojawiły się tysiące komentarzy. Zaskakujące jest to, że duża część głosów popierających zakaz nie pochodzi od polityków ani ekspertów, lecz od zwykłych dorosłych. Pada w nich jedno mocne stwierdzenie: rodzice nie zdali egzaminu.

Nie jest to opinia wygodna. Jest za to coraz częściej wypowiadana bez skrępowania. Ten temat długo dojrzewał i dziś nie dotyczy już tylko czasu ekranowego ani modnych aplikacji. Chodzi o zdrowie psychiczne dzieci, ich bezpieczeństwo i granice odpowiedzialności dorosłych.

Zakaz social mediów dla dzieci jako odpowiedź na realny problem

Komentarze pod wspomnianym postem układają się w dość spójny obraz. Wielu internautów przyznaje wprost, że rodzice oddali kontrolę nad cyfrowym światem swoich dzieci. Telefony stały się elektroniczną nianią, a media społecznościowe przestrzenią, do której dorośli nie zaglądają, bo jest to niewygodne albo trudne emocjonalnie.

Efekt widać gołym okiem. Problemy z koncentracją, zaburzenia snu, niska samoocena, presja porównań i kontakt z treściami, które nigdy nie powinny trafić do kilkulatków.

W tej perspektywie zakaz nie jawi się jako zamach na wolność, lecz jako próba naprawy systemowego zaniedbania. Państwo wkracza tam, gdzie zawiodły podstawowe mechanizmy ochrony dziecka. Tak dzieje się od lat w innych obszarach. Obowiązek szkolny, pasy bezpieczeństwa, zakaz sprzedaży alkoholu nieletnim. Media społecznościowe długo były traktowane jak niewinna rozrywka, choć ich wpływ na psychikę młodych ludzi jest coraz lepiej udokumentowany.

Rodzice nie kontrolują dzieci w internecie i to widać

Wielu komentujących nie owija w bawełnę. Piszą, że rodzice często nie wiedzą, co ich dzieci oglądają, z kim rozmawiają i jakie treści kształtują ich emocje. Część przyznaje, że sami czują się bezradni wobec algorytmów, które działają szybciej niż jakiekolwiek domowe zasady. W tym sensie zakaz do 15 lat staje się wsparciem, a nie karą.

Warto zauważyć, że dyskusja nie przebiega wyłącznie w tonie oskarżeń. Pojawia się też zmęczenie. Rodzice mówią o presji, braku narzędzi i społecznej zgodzie na to, że dzieci „muszą mieć” dostęp do wszystkiego, bo inaczej zostaną wykluczone. Ustawa mogłaby ten argument przeciąć. Skoro zakaz dotyczyłby wszystkich, znika problem porównań i lęku przed odstawaniem od rówieśników.

Państwo musi chronić dzieci tam, gdzie zawiódł dorosły świat

Najmocniejsze zdanie, które powtarza się w komentarzach, brzmi brutalnie, ale trudno je zignorować. Skoro rodzice nie potrafią postawić granic, musi zrobić to państwo. To nie jest teza przeciw rodzinie. To diagnoza sytuacji, w której technologia wyprzedziła kompetencje wychowawcze dorosłych.

Z perspektywy społecznej taki zakaz nie rozwiąże wszystkich problemów. Nie sprawi, że dzieci nagle staną się odporne na presję ani że relacje rodzinne magicznie się poprawią. Może jednak dać czas. Czas na dojrzewanie emocjonalne, na naukę relacji poza ekranem, na rozwój bez ciągłej oceny w postaci lajków i komentarzy.

Coraz więcej dorosłych mówi wprost, że ten eksperyment wymknął się spod kontroli. Jeżeli projekt ustawy faktycznie zostanie przedstawiony w lutym, ta dyskusja dopiero się rozpocznie. I być może po raz pierwszy od dawna nie będzie to rozmowa o tym, co dzieciom wolno. Będzie to rozmowa o tym, co dorośli zaniedbali i jak próbują to naprawić.

Zobacz też: Norwegowie wychowują dzieci inaczej. Efekt? Spokojniejsze, pewniejsze siebie i… szczęśliwsze

Reklama
Reklama
Reklama