Reklama

Droga Redakcjo, moja teściowa od lat organizuje wigilię u siebie i zawsze było ciepło, domowo, po prostu rodzinnie. Każdy coś tam przyniósł: a to ciasto, a to sałatkę, czasem rybę. Nigdy nikt niczego nie wyliczał.

Składka zamiast świątecznej atmosfery – czy to nowy zwyczaj?

W tym roku jednak teściowa zadzwoniła i tonem, którego wcześniej u niej nie słyszałam, oznajmiła: „Wszystko drożeje, więc ustalam składkę po 100 zł od głowy”. Zamurowało mnie. Zaczęłam liczyć – nas jest pięcioro. Czyli 500 zł za to, że przyjedziemy na wigilię?

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież to nie spotkanie firmowe, tylko rodzinne święta. A jednak usłyszałam, że „każdy musi dołożyć swoją część, bo na gotowe się nie przychodzi”. I tak naprawdę wtedy zrobiło mi się zwyczajnie przykro.

Gdzie się podziało rodzinne ciepło?

Od kilku dni wracam do tej sytuacji myślami. Zawsze wierzyłam, że wigilia jest po to, żeby być razem, porozmawiać, pośmiać się, nacieszyć sobą. Nigdy nie traktowałam jej jak płatnego wydarzenia. Gdy przypominam sobie święta z dzieciństwa, stół uginał się od potraw, ale nikt nie liczył, ile kosztowała mąka na pierogi, ani czy ktoś zjadł za dużo ryby.

A teraz? Czuję zażenowanie, bo to wszystko sprowadziło się do pieniędzy. Nawet moje dzieci, gdy przypadkiem usłyszały część rozmowy, zapytały: „Mamo, to my musimy zapłacić, żeby pójść na wigilię do babci?”. Co miałam odpowiedzieć? Że chyba tak to wygląda? Że dorośli potrafią popsuć magię świąt szybciej niż grudniowa odwilż?

święta
Nasza czytelniczka zastanawia się, gdzie się podziała rodzinna atmosfera świąt, fot. AdobeStock/deagreez

Wstyd, złość i ogromny dylemat

Zastanawiam się, czy to ja jestem staroświecka, skoro burzę się o tę składkę. Rozumiem, że jest drogo, sama to odczuwam. Ale może można było powiedzieć inaczej? Zaproponować, żeby każdy wykonał jedną potrawę? Albo po prostu szczerze porozmawiać, a nie wystawiać rodzinie rachunek.

Już nie czuję tej radości, którą zawsze miałam na myśl o świętach. Zastanawiam się nawet, czy nie zorganizować kolacji u nas i zaprosić tylko tych, którzy będą chcieli przyjść bez rozliczeń. Chciałabym znów poczuć to ciepło, które znam z dawnych lat – bez kalkulatora w ręku, bez kwot za osobę, bez wstydu, że nie stać mnie na „rodzinną wejściówkę”.

Chciałabym zapytać inne mamy: czy naprawdę święta też u Was tak wyglądają? Czy to ja przesadzam, czy świat się zagubił w liczeniu kosztów bardziej niż w szukaniu bliskości? Bo ja wciąż wierzę, że wigilia to coś więcej niż paragon.

Z poważaniem,

Marta


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: 10 bajek, które powinny być zakazane. „Jeśli dziecko je ogląda, szkodzisz jego rozwojowi”

Reklama
Reklama
Reklama