Reklama

A wszystko dlatego, że grudniowy wir obowiązków pochłania dorosłych bardziej, niż chcieliby przyznać.

Gdy rutyna znika, dzieci tracą poczucie bezpieczeństwa

Przedszkolaki żyją rytmem. Ta sama pora posiłków, ta sama pora leżakowania, znajome twarze i przewidywalne zakończenie dnia – to dla nich fundament stabilności. W listopadzie większość rodziców odbiera swoje dzieci w miarę regularnie. Ale nadchodzi grudzień i… wszystko się sypie.

Nauczycielki mówią wprost: „Dzieci nie wiedzą, co się dzieje”. Nie rozumieją, dlaczego nagle muszą czekać godzinę dłużej. Dlaczego kolega już wyszedł, a one nadal siedzą na dywanie. Dlaczego „mamy jeszcze nie ma”?

To dla dorosłego drobiazg – dla dziecka burza emocji. Niepewność, poczucie opuszczenia, trudne pytania, czasem nawet łzy.

Grudzień: miesiąc dorosłych, nie dzieci

Nie ma co ukrywać: grudzień to dla rodziców miesiąc zadań specjalnych. Zakupy prezentów, porządki, planowanie wigilii, firmowe spotkania, korki, pośpiech. Każdy dzień wydaje się za krótki, więc niektórzy robią to, co wydaje się najłatwiejsze – odbierają dziecko później. „Muszę skoczyć po prezenty”, „pojadę po choinkę, zanim będzie kolejka”, „posprzątam, bo wieczorem nie dam rady”. Argumenty brzmią rozsądnie.

Ale w tym wszystkim często zapominamy, że dzieci nie żyją naszym kalendarzem. Dla nich liczy się tu i teraz – a zwłaszcza to, czy rodzic dotrzyma obietnicy powrotu o stałej porze.

„Czekają do ostatniej minuty” – mówią nauczycielki

Wiele przedszkolanek opowiada o powtarzającej się scenie: dziecko siedzi przy oknie, obserwuje każdy samochód, każdy krok w korytarzu. Czeka. Najpierw cierpliwie, potem niespokojnie. Zanim przyjdzie rodzic, emocje dochodzą do granic. Przy późniejszym odbiorze maluch bywa rozdrażniony, płaczliwy, nieobecny.

To nie kwestia tego, że przedszkole jest złe czy nudne. To kwestia tego, że dziecko w grudniu traci punkt odniesienia. A im młodsze, tym trudniej mu tę zmianę zrozumieć.

Nauczycielki podkreślają: nie chodzi o ocenę, lecz o świadomość. O to, by rodzice wiedzieli, że ta „godzina więcej” w oczach dziecka potrafi trwać całą wieczność.

Grudniowa magia powinna działać także dla najmłodszych

Oczywiście są dni, kiedy rodzic naprawdę nie ma wyjścia. Praca, obowiązki, nieprzewidziane sytuacje – to życie. Ale grudniowy trend, w którym odbieranie dzieci później staje się normą, sprawia, że przedszkola zamieniają się w poczekalnie pełne maluchów, które myślą, że ktoś o nich zapomniał.

A przecież święta to czas rodzinny. Czas czułości. Czas, w którym dzieci powinny czuć jeszcze więcej wsparcia i przewidywalności, a nie mniej.

Może więc warto spojrzeć na ten miesiąc inaczej? Zamiast biegać po galeriach, zająć się porządkami i odhaczaniem listy zadań – spróbować dotrzymać tej jednej, najważniejszej obietnicy: „Przyjdę po ciebie o stałej porze”.

Bo dla dorosłego to tylko drobna zmiana planów. Dla dziecka – cały świat wraca na swoje miejsce.

Zobacz także: Wychowawczyni: „To brak prywatności”. Wieczorami rodzice przekraczają granice

Reklama
Reklama
Reklama