Reklama

Trend „hiperorganizacji dzieciństwa” widać na każdym kroku – w przedszkolach, szkołach, na osiedlach. Zamiast spontanicznych zabaw pod blokiem, są kursy, treningi i zajęcia rozwojowe. Dzieci stają się jak mrówki w mrowisku – od punktu do punktu, z planem na tydzień rozpisanym co do minuty.

Grafiki jak u menedżera

Rodzice tłumaczą, że świat jest dziś bardziej konkurencyjny. Chcą dać dzieciom przewagę, rozwinąć talenty, zadbać o przyszłość. Problem w tym, że granica między wspieraniem a przeciążaniem bywa bardzo cienka.

Specjaliści coraz częściej mówią o „nadprogramowym dzieciństwie” – czasie wypełnionym zadaniami, w którym brakuje miejsca na nudę, leniwe popołudnia i zwykłe bycie. A to właśnie w takich chwilach dzieci uczą się kreatywności, regulowania emocji i samodzielnego wymyślania zabaw.

„Nie chce iść, ale przecież zapłaciliśmy”

Rodzice przyznają, że czasem czują się zakładnikami własnych decyzji.

– Syn ma trzy treningi piłkarskie w tygodniu, angielski i jeszcze zajęcia z programowania. Widzę, że bywa zmęczony, marudzi, ale skoro już zapisaliśmy i płacimy, to trudno się wycofać – mówi mama dziewięciolatka.

Inna dodaje:

– Córka wraca ze szkoły i od razu jedziemy na zajęcia. Kolację jemy w biegu. Kiedyś zapytała, czy możemy mieć jeden dzień bez niczego. Zrobiło mi się głupio, bo zrozumiałam, że ja już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio po prostu byłyśmy w domu.

Rodzice balansują między lękiem, że „za mało inwestują” a poczuciem, że przekraczają granice.

Psychologowie ostrzegają przed efektem domina

Eksperci mówią wprost – chroniczne przeciążenie w dzieciństwie może prowadzić do problemów w dorosłości. Wypalenie szkolne, lęk przed porażką, perfekcjonizm, trudności z odpoczynkiem czy poczucie, że wartość człowieka zależy wyłącznie od wyników – to tylko część możliwych konsekwencji.

Coraz częściej pojawia się też pojęcie „dzieciństwo bez nudy”. A przecież nuda jest potrzebna. To w niej rodzą się pomysły, fantazje i umiejętność bycia samemu ze sobą. Dziecko, które nigdy nie musi wymyślać sobie zajęcia, bo ktoś zrobił to za nie, może mieć problem z samodzielnością.

Czy potrafimy zwolnić?

Rodzice nie działają w złej wierze. Chcą dobrze. Chcą chronić, rozwijać, przygotować na przyszłość. Tylko że przyszłość nie składa się wyłącznie z certyfikatów i medali.

Coraz więcej rodzin zaczyna zadawać sobie niewygodne pytania: czy moje dziecko naprawdę tego chce, czy ja tego chcę? Czy w tym grafiku jest miejsce na odpoczynek, nudę i zwykłe dziecięce wygłupy? Czy potrafię pozwolić mu nie robić nic – bez poczucia winy?

Być może największym luksusem współczesnego dzieciństwa nie jest kolejny kurs językowy. Być może jest nim wolne popołudnie bez planu. I rodzic, który ma odwagę powiedzieć: dziś nigdzie nie jedziemy. Dziś po prostu jesteśmy razem.

Zobacz także: Rodzice podążają za tym trendem i myślą, że robią dobrze. Safetyism niszczy po cichu

Reklama
Reklama
Reklama