Zapytałam, czy strój na bal karnawałowy musi być nowy. Sala zareagowała szybciej niż dzieci
To miało być zwykłe pytanie organizacyjne. Jedno z tych, które zadaje się bez większych emocji. Reakcja, jaka pojawiła się w sali, sprawiła jednak, że przez chwilę poczułam się, jakbym powiedziała coś bardzo nie na miejscu.

Rozmowa o balu karnawałowym toczyła się jak zwykle. Terminy, godziny, lista postaci, które dzieci mogą wybrać. Ktoś wspomniał o animatorach, ktoś inny o dekoracjach. Siedziałam w sali razem z innymi rodzicami i notowałam w głowie kolejne rzeczy do ogarnięcia.
W pewnym momencie, zupełnie naturalnie, zapytałam, czy strój na bal musi być nowy, czy może być z poprzedniego roku albo po starszym rodzeństwie. Pytanie padło spokojnie, bez napięcia, bez drugiego dna. Przynajmniej z mojej strony.
Reakcja, której się nie spodziewałam
Zanim ktokolwiek odpowiedział, w sali wydarzyło się coś dziwnego. Kilka osób spojrzało po sobie, ktoś się uśmiechnął, ktoś inny odchrząknął. Ktoś powiedział półgłosem, że przecież to bal, więc wiadomo. Ktoś inny dodał, że dzieci „czekają na takie okazje”.
Dzieci siedzące z tyłu sali były w tym czasie zajęte zupełnie czym innym. Rysowały, szeptały, wierciły się na krzesłach. To nie one zareagowały pierwsze. To dorośli.
Bal jako coś więcej niż zabawa
Przez chwilę poczułam się tak, jakby moje pytanie odsłoniło coś, czego nie planowałam dotknąć. Jakby bal karnawałowy nagle przestał być tylko zabawą, a stał się testem. Na zaangażowanie, możliwości, może też na to, kto „ogarnia” temat tak, jak powinien.
Nikt nie powiedział wprost, że strój musi być nowy. Ale wszystko inne zostało powiedziane między wierszami. Tonem, spojrzeniem, skrzywieniem ust.
Myśli, które przyszły później
Wróciłam do domu z poczuciem lekkiego dyskomfortu, którego nie umiałam od razu nazwać. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w ogóle poczułam potrzebę zadania tego pytania. I dlaczego reakcja dorosłych była dla mnie trudniejsza niż cokolwiek, co mogłoby powiedzieć dziecko.
Pomyślałam o tym, jak bardzo przy takich okazjach zaczynamy porównywać nie dzieci, ale siebie nawzajem. O tym, jak szybko zabawa zamienia się w pokaz możliwości.
Dzieci widzą mniej, niż nam się wydaje
Kiedy opowiedziałam dziecku o balu, zapytało tylko, czy może przebrać się za postać, którą lubi. Nie interesowało go, czy strój będzie nowy, drogi czy idealnie dopasowany. Liczyło się to, że będzie mógł się przebrać i pobawić.
To dorośli dopisują do takich wydarzeń znaczenia, które dzieci przejmują dopiero później. Czasem zupełnie niepotrzebnie.
To nie było pytanie o strój
Dopiero po czasie zrozumiałam, że to pytanie wcale nie dotyczyło balu karnawałowego. Dotyczyło granicy między tym, co jest dla dzieci, a tym, co robimy już dla siebie i swojego poczucia, że „wypada”.
Nie żałuję, że je zadałam. Nawet jeśli przez chwilę poczułam się niezręcznie. Bo ta reakcja sali powiedziała mi więcej o dorosłych oczekiwaniach niż jakakolwiek oficjalna odpowiedź.
Na bal pójdziemy. W stroju, który dziecko wybierze. A ja spróbuję pamiętać, że to nie jest egzamin. Przynajmniej nie dla niego.
Zobacz także: Bal w przedszkolu miał trwać dwie godziny. Po trzydziestu minutach stałam już w szatni