Kiedy zaczynam z nową czwartą klasą, pierwsze tygodnie to zawsze diagnoza umiejętności. Powinny być opanowane podstawy, a czytanie, moi drodzy państwo, to absolutna podstawa. Tymczasem coraz częściej zdarza mi się słyszeć dukanie, literowanie jak u przedszkolaka, problemy z rozpoznaniem liter.

WIDEO…

player placeholder

Mówię o tym rodzicom na zebraniu. Słyszę w odpowiedzi: „Pani przesadza, jeszcze ma czas, w końcu dopiero czwarta klasa”. Albo: „W szkole się nauczy, przecież od tego są nauczyciele”.

Proszę wybaczyć szczerość, ale takie podejście to droga donikąd. Dziecko, które nie umie płynnie czytać w wieku 10 lat, będzie miało problem z każdą kolejną lekcją – nie tylko polskiego, ale też matematyki, historii czy biologii. Bo jak ma zrozumieć zadanie tekstowe, jeśli nie potrafi przeczytać go bez potknięć?

Zobacz także:

Rodzic „odchowany” przez telefon

Jeszcze kilkanaście lat temu rodzice pytali: co możemy zrobić w domu, jak ćwiczyć, jak wspierać dziecko. Dziś słyszę: „On nie chce czytać”, „Nie zmuszam, żeby się nie zraził”, „Jak coś będzie trzeba, to obejrzy filmik w internecie”.

Mam wrażenie, że niektórzy rodzice oddali wychowanie technologii. Telefon czy tablet są łatwiejsze niż książka, a potem dziwimy się, że dziecko nie ma cierpliwości do dłuższego tekstu. Zamiast liter – obrazki, zamiast wysiłku – szybka rozrywka.

To nie jest wina samych dzieci. One chłoną to, co im damy. A skoro dom nie daje przykładu, to szkoła – choćby stawała na głowie – nie nadrobi wszystkich lat zaniedbań.

Bez wsparcia nie damy rady

Nie piszę tego, żeby się żalić, choć przyznam – bywam zmęczona. Piszę, bo wierzę, że może ktoś to przeczyta i uświadomi sobie, że czytanie nie jest luksusem, tylko fundamentem. Jeśli dziecko w czwartej klasie nie potrafi samodzielnie przeczytać krótkiego opowiadania, to znaczy, że ktoś dorosły zawiódł.

Nauczyciel, nawet najbardziej zaangażowany, nie zastąpi codziennej pracy i nawyków budowanych w domu. Jeśli rodzic nie otworzy z dzieckiem książki, nie usiądzie, nie poświęci kwadransa na wspólne czytanie, to efekty będą zawsze takie same: dukanie, frustracja, poczucie porażki. A ja – zamiast nauczać – siedzę i walczę o to, by w ogóle przeczytały jedno zdanie.

Proszę wszystkich rodziców: nie powtarzajcie mantry „jeszcze ma czas”. Bo ten czas już minął. A każda kolejna klasa bez podstaw to coraz większe cierpienie dla dziecka – i coraz większe poczucie, że świat, który otwiera się przed nim w książkach, nigdy nie będzie dla niego dostępny.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: