Wycieczki szkolne przez lata uchodziły za jeden z najpiękniejszych elementów edukacji – wspólne odkrywanie nowych miejsc, integracja klasy, budowanie więzi, a także szansa na zdobywanie wiedzy w mniej formalnych warunkach. Dziś nauczyciele coraz częściej mają dość.

WIDEO…

player placeholder

„Czuję się jak ochroniarz, nie wychowawca”

– Kiedyś wycieczki były sposobem na zintegrowanie się klasy, oderwaniem od nauki w murach szkolnych. Wspólne zwiedzanie, wieczorne ogniska, dzieci były podekscytowane i wdzięczne. A dziś? Na wyjeździe czuję się bardziej jak ochroniarz niż jak nauczyciel. Pilnuję, żeby nikt się nie zgubił, nie sięgnął po alkohol, nie wyszedł nocą z pokoju. W podziękowaniu dostaję pretensje od rodziców i uczniów, że się nie postarałam – mówi pani Agata, polonistka z 20-letnim stażem.

Pan Marek, nauczyciel historii, dodaje: – Młodzież jest roszczeniowa. Dzieci chcą mieć hotele jak na wakacjach all inclusive, wycieczki muszą być ‘atrakcyjne’, a gdy coś nie idzie zgodnie z ich oczekiwaniami, natychmiast słyszę narzekania: że za mało czasu wolnego, że jedzenie takie sobie, że program nudny. To nie jest już ta sama radość, co dawniej.

Zobacz także:

Rodzice wymagają niemożliwego

Pedagodzy coraz częściej zwracają uwagę, że ogromnym problemem stali się także rodzice.

– Rodzic potrafi zadzwonić o 22:00 z pytaniem, dlaczego jego dziecko nie odebrało telefonu przez pięć minut. Albo żądać zdjęć z wycieczki, żeby upewnić się, że dziecko ma czapkę na głowie. Kiedyś dzieci dzwoniły raz na kilka dni i wysyłały rodzicom pocztówkę, a nasz kontakt opierał się na zaufaniu. Dziś jeśli nie odpiszę na SMS-a, rodzic składa na mnie skargę – opowiada pani Katarzyna, wychowawczyni klasy piątej.

Nie brakuje też sytuacji, w których rodzice próbują ingerować w program wyjazdu.

– Chcą, by było intensywnie, ale jednocześnie, by dzieci miały czas na relaks. Żeby atrakcje były ciekawe, ale w pełni bezpieczne. A jeśli coś się wydarzy – nawet drobiazg, jak zdarta kolana czy zgubiona bluza – od razu wina spada na opiekuna. Czasami mam wrażenie, że rodzice oczekują od nas nadludzkich mocy. Tak naprawdę to oni są gorsi od uczniów – dodaje pani Agata.

– To smutne, bo wiem, że dzieci na tym tracą. Ale ja też mam swoje granice. Wycieczka, która powinna być nagrodą, stała się karą dla nauczycieli – podsumowuje pan Marek.

Co dalej z wycieczkami?

Czy wycieczki szkolne rzeczywiście odejdą do lamusa? Eksperci podkreślają, że nie musi tak być – ale potrzebne są zmiany systemowe. Nauczyciele powinni otrzymać realne wsparcie, zarówno organizacyjne, jak i prawne, oraz adekwatne wynagrodzenie.

Dziś każdy pedagog wie, że w razie wypadku czy skargi, to właśnie on zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. To powoduje, że wiele osób zwyczajnie rezygnuje.

Potrzebna jest także zmiana świadomości rodziców i odbudowanie zaufania, które przecież powinno być podstawą w relacji nauczyciel-rodzic.

– Jeśli nic się nie zmieni, wycieczki staną się reliktem przeszłości. Zamiast pięknych wspomnień i wspólnej przygody, dzieci zostaną w domach, a nauczyciele z ulgą odetchną, że nie muszą ryzykować własnym zdrowiem psychicznym – mówi pani Katarzyna.

Choć brzmi to dramatycznie, coraz więcej pedagogów przyznaje, że właśnie w tę stronę zmierza rzeczywistość.


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „We wrześniu nie będę zmieniać butów w szkole”. Córka otworzyła oczy dyrektorce