W środę 19-letni uczeń zaatakował w szkole zawodowej w Ostrołęce. Ranił dziewięć osób: pięcioro uczniów, dwoje nauczycieli i dwie osoby postronne. Dzień później w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem 15-letni absolwent szkoły podstawowej zaatakował troje jej pracowników. Zmarła 37-letnia woźna, matka dwójki dzieci. Tego samego dnia, w którym doszło do ataku w Ostrołęce, policjanci zatrzymali w Sierpcu 17-latka, który zapowiadał, że „zrobi coś złego w szkole”, a kilka dni wcześniej policjanci z Wąbrzeźna powstrzymali 13-latka, który – według policji – planował zamach.
WIDEO…
Dla dorosłych to seria dramatycznych nagłówków. Dla dzieci: rozmowy na przerwie, na komunikatorach, czatach, wiadomości od kolegów, filmiki. A rodzice szukają odpowiedzi na pytania, których nie ma w żadnym poradniku wychowawczym: co powiedzieć siedmiolatkowi, a co szesnastolatkowi.
Najpierw wysłuchaj
Większość z nas ma odruch, żeby przy dziecku, które milczy, też zamilczeć. Skoro nie pyta, to może nic nie wie. Może go to nie dotyczy. Psycholożka tę logikę odwraca.
– Zaczęłabym od sprawdzenia, co dziecko już wie, ponieważ milczenie nie oznacza, że nie słyszało o wydarzeniu albo że się nim nie przejmuje. Dzieci słyszą fragmenty rozmów dorosłych, rozmawiają między sobą, starsze korzystają z mediów społecznościowych, a z tych informacji mogą budować obraz znacznie bardziej przerażający niż rzeczywistość – mówi Amanda Staniszewska-Celer.
Inaczej mówiąc: dziecko, któremu nikt niczego nie wyjaśnił, nie zostaje w ciszy. Zostaje z własnymi domysłami, a te zwykle są głośniejsze od faktów. Jak więc podejść do tej rozmowy, żeby jej nie wymusić? Wystarczy pytanie, nie wykład.
– Można zapytać: „czy w szkole rozmawialiście ostatnio o czymś niepokojącym?” albo „czy dotarło do ciebie coś, o czym chciałbyś ze mną porozmawiać?”. Najpierw słuchamy, dopiero później wyjaśniamy – podkreśla psycholożka.
Inne zdania na każdy wiek
To jednak dopiero początek, bo z siedmiolatkiem rozmawia się inaczej niż z siedemnastolatkiem. Psycholożka zaznacza, że o scenariuszu decyduje nie tylko metryka.
– Znaczenie ma wiek, ale też wrażliwość dziecka, jego wcześniejsze doświadczenia i to, czy wydarzenie dotyczy jego bezpośredniego otoczenia. Przedszkolaka, który niczego nie słyszał, a sytuacja go bezpośrednio nie dotyczy, nie trzeba zapoznawać z tragiczną wiadomością. Można natomiast spokojnie uczyć go ogólnych zasad szukania pomocy. U starszego dziecka, które prawdopodobnie zetknie się z informacją w szkole lub internecie, warto samemu otworzyć rozmowę – wyjaśnia Staniszewska-Celer.
Co to oznacza w praktyce? U najmłodszych bardziej niż o samym zdarzeniu mówimy o tym, do kogo zwrócić się po pomoc.
– Do przedszkolaka można powiedzieć: „jeśli ktoś ci grozi, robi krzywdę albo mówi, że skrzywdzi kogoś innego, powiedz o tym mnie lub pani w przedszkolu. Nie musisz sam wiedzieć, co wtedy zrobić, od pomagania są dorośli”. Jeśli dziecko już usłyszało o zdarzeniu, odpowiadamy krótko i zgodnie z potwierdzonymi faktami, bez opisywania przemocy.
W młodszych klasach podstawówki rozmowa może być już bardziej otwarta, ale wciąż opiera się na ciekawości, a nie na własnych założeniach rodzica.
– W klasach 1–3 proponowałabym: „słyszałeś może o tym, co wydarzyło się w jednej ze szkół? Chcę wiedzieć, jak ty to rozumiesz i czy coś cię niepokoi”. Po odpowiedzi dziecka można uzupełnić brakującą informację i zapytać, czego potrzebuje. Nie zakładajmy, że obawia się dokładnie tego samego co my – radzi psycholożka.
Rodzic, który boi się o bezpieczeństwo w szkole, łatwo zakłada, że dziecko boi się tego samego. Tymczasem ośmiolatek może martwić się, że koledzy będą go wypytywać, a dziesięciolatka, że mama nie pozwoli jej już jeździć autobusem. Dopóki nie zapytamy, nie wiemy.
A co z nastolatkami, które na pytanie „jak się czujesz?” odpowiadają „spoko”? Tu najważniejsza jest forma.
– Starszemu dziecku można powiedzieć: „w internecie pojawiają się różne informacje o tym wydarzeniu. Co do ciebie dotarło? Możemy wspólnie sprawdzić, co wiadomo, a co jest domysłem”. Nastolatka warto dodatkowo zapytać, jak rozmawiają o tym jego znajomi i czy w tych rozmowach pojawiło się coś, z czym trudno mu zostać samemu. Ważne, żeby była to rozmowa, a nie przesłuchanie czy wykład. Jeżeli nie chce mówić, zostawiamy otwarte drzwi: „nie musimy rozmawiać teraz, ale możesz do mnie wrócić z każdym pytaniem” – tłumaczy ekspertka.
Wspólne sprawdzanie, co jest faktem, a co domysłem, jest dziś szczególnie na miejscu. W ostatnich dniach po sieci krążyły doniesienia o rzekomym internetowym „challenge’u”, który miałby stać za atakami. Policja zajmowała się tymi informacjami, ale w piątek rano przekazała, że dotychczas nic nie wskazuje na to, by takie wyzwanie rzeczywiście się pojawiło, i zaapelowała o niepowielanie niesprawdzonych doniesień. Dla nastolatka, który dostał taką wiadomość na czacie klasowym, rozmowa z rodzicem może być pierwszą okazją, by sprawdzić ją w wiarygodnym źródle.
Błędy z dobrego serca
Kiedy dziecko się boi, rodzic ma ochotę jak najszybciej ten strach wyłączyć. „Nic ci nie grozi”, „nie myśl o tym”, „to się nie zdarzy”. To naturalne, ale – jak zauważa psycholożka – niekoniecznie pomocne.
– Jednym z częstych błędów jest próba natychmiastowego usunięcia emocji dziecka poprzez zapewnienia, że nie ma się czego bać. Rodzic chce pomóc, ale dziecko może usłyszeć, że jego lęk jest niezrozumiały albo niepotrzebny. Lepiej powiedzieć: „rozumiem, że po takiej wiadomości możesz się bać. Powiedz mi, co najbardziej cię martwi” – mówi Amanda Staniszewska-Celer.
Drugi błąd leży po przeciwnej stronie: z troski o prawdę rodzic mówi za dużo.
– Drugim błędem jest przekazywanie zbyt wielu szczegółów, pokazywanie nagrań albo wielokrotne omawianie tragedii przy dziecku. Prawdomówność nie oznacza, że dziecko potrzebuje wszystkich informacji, które zna dorosły. Potrzebuje odpowiedzi na swoje pytania, podanych językiem, który rozumie. Warto też wyłączyć wiadomości grające w tle i ograniczyć powracanie do drastycznych treści w telefonie – dodaje psycholożka.
To dotyczy także nas samych. Rodzic, który od rana odświeża portale informacyjne i komentuje je na głos w kuchni, przekazuje dziecku wiadomość, której wcale nie planował: że sytuacja jest tak zła, że dorosły nie potrafi się od niej oderwać.
„Czy to może zdarzyć się u nas?”
To pytanie padnie prawdopodobnie prędzej czy później. Wtedy najłatwiej o odpowiedź: „nigdy, kochanie”. Psycholożka odradza taką obietnicę.
– Na pytanie, czy to może wydarzyć się u nas, nie odpowiadałabym obietnicą, że nigdy nic złego się nie stanie. Jeżeli nie ma informacji o zagrożeniu w szkole dziecka, można powiedzieć: „nie mamy teraz informacji, żeby coś takiego zagrażało twojej szkole. To, że usłyszeliśmy o strasznym wydarzeniu, nie oznacza, że wydarzy się ono tutaj. Dorośli odpowiadają za to, żeby reagować na zagrożenia, a ty możesz zawsze powiedzieć nam, jeśli coś cię zaniepokoi” – podpowiada.
Co ważne, taka odpowiedź nie udaje, że ryzyko jest równe zeru. Mówi tylko tyle, ile wiemy, i wskazuje, kto za co odpowiada. Dziecko, które usłyszy fałszywą obietnicę, przy pierwszym wspomnieniu o kolejnym ataku straci zaufanie do rodzica. To, które usłyszy uczciwą odpowiedź, będzie wiedziało, że może wracać z kolejnymi pytaniami.
Psycholożka zwraca też uwagę na różnicę między tym, co wiemy, a tym, co podpowiada nam lęk.
– Ważne jest rozdzielenie tego, co wiemy, od tego, co podpowiada nam lęk. Myśl, że coś może się wydarzyć, nie jest dowodem, że właśnie się wydarzy. Nie chodzi jednak o przekonywanie dziecka na siłę, żeby przestało się bać, tylko o pomaganie mu w odzyskaniu proporcji i poczucia wpływu.
Czy to znaczy, że wystarczy dobrze dobrać słowa? Nie zawsze. Jest sytuacja, w której żadna rozmowa nie zastąpi działania.
– Jeśli natomiast istnieje konkretna groźba dotycząca jego szkoły, sama rozmowa uspokajająca nie wystarczy. Trzeba podjąć działania i przekazać dziecku jasne, zgodne z sytuacją informacje. Poczucie bezpieczeństwa powinno mieć oparcie w tym, co rzeczywiście robią dorośli – podkreśla Staniszewska-Celer.
Normalna reakcja czy sygnał alarmowy
Po takich wiadomościach dzieci reagują różnie: jedne przytulają się częściej, inne stają się drażliwe, jeszcze inne wracają do pytań, które już zadały. Rodzice często zastanawiają się, czy to jeszcze mieści się w normie.
– Po trudnej wiadomości mogą pojawić się przejściowy smutek, większa potrzeba bliskości, rozdrażnienie, trudność z zasypianiem czy powracające pytania. Samo pojawienie się takich reakcji nie oznacza zaburzenia. Obserwujemy przede wszystkim ich nasilenie, to, czy stopniowo słabną, oraz wpływ na codzienne funkcjonowanie dziecka. Pomocne są bliskość, przewidywalny rytm dnia i możliwość wracania do rozmowy bez przymusu – wylicza psycholożka.
Gdzie więc leży granica? Ekspertka wskazuje sygnały, przy których warto rozważyć wizytę u specjalisty.
– Konsultację z psychologiem warto rozważyć, gdy dziecko wyraźnie wycofuje się z kontaktów, traci zainteresowanie dotychczasowymi aktywnościami, ma nawracające koszmary, silny lęk, trudności z koncentracją lub zaczyna odmawiać chodzenia do szkoły. U młodszych dzieci może pojawić się powrót do zachowań charakterystycznych dla wcześniejszego etapu rozwoju. Powtarzające się bóle brzucha czy głowy również wymagają uwagi, przy czym nie należy z góry zakładać, że mają wyłącznie podłoże emocjonalne.
Na co jeszcze zwraca uwagę? Że nie ma sensu odliczać dni.
– Nie trzeba czekać określonej liczby tygodni, jeśli objawy są silne albo dziecko przestaje sobie radzić z codziennością. Szczególnej uwagi wymagają dzieci bezpośrednio dotknięte wydarzeniem oraz te, u których wiadomość uruchomiła wcześniejsze trudne doświadczenia. Konsultacja może pomóc również rodzicowi ustalić, jak najlepiej wspierać dziecko – zaznacza Amanda Staniszewska-Celer.
Jest też sytuacja, w której o wizycie planowej nie ma mowy.
– Wypowiedzi o chęci śmierci, samookaleczenia lub zapowiedzi skrzywdzenia innych wymagają pilnej oceny i reakcji dorosłego. Przy bezpośrednim zagrożeniu życia lub zdrowia należy wezwać pomoc pod numerem 112, a nie czekać na planową wizytę.
Uczyć zgłaszania, a nie podejrzliwości
W Sierpcu atak udaremniono dzięki temu, że informacja trafiła do dorosłych. Z relacji służb wynika, że 17-latek zapowiadał, że zrobi coś złego w szkole, a nauczyciele zgłosili to policji. Funkcjonariusze zatrzymali go rano w mieszkaniu. Takie historie rodzą w rodzicach pokusę, by powiedzieć dziecku: „patrz uważnie na kolegów i mów o wszystkim, co cię zaniepokoi”. Psycholożka ostrzega, że jeśli nie zrobimy tego ostrożnie, możemy zrobić dziecku więcej złego niż dobrego.
Zacznijmy od tego, co jest sednem. Dziecko nie ma być strażnikiem, tylko kimś, kto wie, że nie musi zostawać z trudną informacją samo.
– Przede wszystkim uczyłabym dziecko, że z niepokojącą sytuacją nie musi zostawać samo. Można powiedzieć: „jeśli ktoś mówi, że chce skrzywdzić siebie albo inną osobę, powiedz o tym mnie lub zaufanemu nauczycielowi. Nie musisz wiedzieć, czy mówi poważnie, żartuje, czy powiedział to pod wpływem złości. Sprawdzenie tego jest zadaniem dorosłych. Dzięki takiej informacji możemy pomóc, zanim wydarzy się coś złego” – mówi psycholożka.
I od razu dodaje, że takie podejście ma swoje ramy. – Najważniejszy komunikat brzmiałby: jeśli usłyszysz, że ktoś chce skrzywdzić siebie albo inną osobę, powiedz o tym dorosłemu. Nie musisz rozstrzygać, czy mówi poważnie, ani zbierać dowodów. To dorośli mają sprawdzić sytuację i zadbać o pomoc. Takie podejście uczy szukania wsparcia, a nie samodzielnego oceniania zagrożeń. To podejście jest podstawą programów uczących dzieci zgłaszania zagrożeń zaufanym dorosłym.
Kluczowe jest to, o czym mówimy. Zamiast malować portret „niebezpiecznego ucznia”, rodzic powinien opisywać zachowania.
– Warto operować konkretnymi przykładami zachowań, takimi jak zapowiedź zrobienia komuś krzywdy, grożenie niebezpiecznym przedmiotem czy wiadomość opisująca plan przemocy. Unikałabym natomiast określeń w rodzaju „dziwny kolega” czy „podejrzane dziecko”. To, że ktoś jest samotny, mało mówi, inaczej się ubiera lub korzysta z pomocy psychologa, samo w sobie nie oznacza, że jest niebezpieczny. Możemy uczyć dzieci życzliwości wobec osób przeżywających trudności i jednocześnie jasnego reagowania na groźby.
Psycholożka wyjaśnia, że różnica jest zasadnicza. – Ważne, żeby mówić o konkretnych zachowaniach, a nie o tym, jakie osoby powinny wzbudzać podejrzliwość. Zapowiedź przemocy, grożenie komuś czy wiadomość o zamiarze zrobienia sobie krzywdy to powody, żeby poprosić o pomoc. Natomiast to, że ktoś jest cichy, samotny, inaczej się ubiera lub ma trudności emocjonalne, samo w sobie nie świadczy o zagrożeniu. Nie zachęcamy więc dziecka do obserwowania kolegów w poszukiwaniu czegoś podejrzanego, tylko pokazujemy, co może zrobić, jeżeli zetknie się z konkretną niepokojącą sytuacją.
Przed zgłoszeniem czegoś dorosłemu najczęściej powstrzymuje dziecko nie strach, ale poczucie, że zdradza kolegę. Zwłaszcza w wieku nastoletnim, gdy rówieśnicza lojalność waży więcej niż dorosłe argumenty.
– Warto również porozmawiać o lojalności, ponieważ zwłaszcza dla nastolatków obawa przed zdradzeniem kolegi może być silniejsza niż przekonanie, że należy szukać pomocy – zauważa Staniszewska-Celer.
Jak to rozbroić? Dając dziecku język, który pozwala pogodzić przyjaźń z odpowiedzialnością.
– Dzieci potrzebują też usłyszeć, że sekret dotyczący zagrożenia zdrowia lub życia można ujawnić, nawet jeśli obiecało się milczenie. Powiedziałabym: „możesz lubić kolegę i jednocześnie powiedzieć dorosłemu, że martwią cię jego słowa. Szukanie dla niego pomocy nie jest zdradą”. – Powiedziałabym: „możesz być dobrym przyjacielem i powiedzieć dorosłemu o czymś, co cię martwi. Jeśli zagrożone jest czyjeś zdrowie lub życie, nie musisz dochowywać tajemnicy, nawet jeśli to obiecałeś. Możesz przyjść także wtedy, gdy nie jesteś pewien, jak rozumieć czyjeś słowa”.
Druga bariera jest bardziej praktyczna: dziecko nie wie, do kogo konkretnie pójść. Albo pójdzie i trafi na kogoś, kto machnie ręką.
– Samo polecenie, żeby powiedzieć komuś dorosłemu, bywa zbyt ogólne. Warto wskazać konkretne osoby: rodzica, wychowawcę, pedagoga, psychologa szkolnego lub innego dostępnego nauczyciela. Można też przećwiczyć początek takiej rozmowy: „usłyszałem coś, co mnie zaniepokoiło, i potrzebuję, żeby dorosły to sprawdził”. Jeśli pierwsza osoba zbagatelizuje zgłoszenie, dziecko powinno wiedzieć, że może zwrócić się do kolejnej.
I jeszcze jedno, o co psycholożka prosi szczególnie: żeby nie obiecywać nastolatkowi tego, czego obiecać się nie da. – Z nastolatkiem warto porozmawiać również o obawie przed reakcją rówieśników. Zamiast zapewniać, że na pewno nikt się nie dowie, lepiej powiedzieć: „rozumiem, że boisz się konsekwencji. Potraktuję to poważnie i ustalimy ze szkołą, jak zadbać także o twoje bezpieczeństwo”. Nie oczekujemy, że dziecko będzie konfrontowało osobę grożącą, przeszukiwało jej rzeczy czy samo prowadziło rozmowę mającą zapobiec przemocy. Dodaje też, jak sama reaguje na zgłoszenie. – Dobrze jest wspólnie wskazać konkretne osoby, do których dziecko może się zwrócić, i powiedzieć, że jeśli jedna osoba zbagatelizuje sytuację, może pójść do kolejnej.
W dyskusji o bezpieczeństwie dzieci pada często argument, który brzmi szlachetnie: „Jeśli coś zauważysz i powiesz, możesz uratować komuś życie”. Psycholożka jest wobec niego ostrożna.
– Ostrożnie używałabym również zdania, że dziecko może uratować komuś życie. Przekazanie informacji rzeczywiście może umożliwić pomoc, ale nie powinno nieść ukrytej sugestii, że jeśli dziecko czegoś nie zauważy albo się przestraszy, będzie odpowiedzialne za tragedię. Dlatego dodałabym wyraźnie: „nie odpowiadasz za cudze zachowanie ani za przewidywanie tego, co ktoś zrobi”.
Dziecko nie powinno usłyszeć w tym, że od jego czujności zależy bezpieczeństwo wszystkich wokół. Dlatego potrzebuje równie wyraźnego zapewnienia: „nie odpowiadasz za to, co zrobi druga osoba. Nie masz jej pilnować, zbierać dowodów ani samodzielnie jej powstrzymywać. Możesz przekazać swój niepokój dorosłemu, a dalsze działanie należy do niego”.
Co powiedzieć, gdy dziecko do nas przyjdzie
Zdarzy się, że po tych wszystkich rozmowach dziecko faktycznie przyjdzie z czymś, co usłyszało. Wtedy liczą się pierwsze sekundy reakcji. „Przesadzasz”, „pewnie żartował” albo „nie wtrącaj się” mogą zamknąć drzwi na długo.
– Kiedy dziecko już przyjdzie z taką informacją, reakcja dorosłego ma ogromne znaczenie. Warto zacząć od słów: „dziękuję, że mi powiedziałeś. Dobrze, że nie zostałeś z tym sam. Teraz ja się tym zajmę”. Za tymi słowami musi pójść działanie, ponieważ gotowość dzieci do zgłaszania zagrożeń opiera się także na zaufaniu, że dorośli rzeczywiście odpowiedzą na ich niepokój.
– Równie ważne jest to, jak sami reagujemy na zgłoszenie. Zamiast mówić, że kolega pewnie tylko żartował, warto zacząć od słów: „dziękuję, że mi powiedziałeś. Potraktuję to poważnie i zajmę się tym”. Gotowość do szukania pomocy rozwija się wtedy, gdy dziecko doświadcza, że dorośli słuchają i podejmują odpowiednie działania.
GDZIE SZUKAĆ WSPARCIA
- 116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (24 godziny na dobę, bezpłatnie)
- 800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
- 116 123 – kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych
- 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym
- 112 – numer alarmowy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia